Start Patronat Kapele Galeria Linki Kontakt    
szukaj:

Altergodzina [download]
Menu główne
Strona Główna
Redakcja
Współpraca
Działaj z nami
Patronat
Bannery
Linki
WSA
Galeria
Artykuły
Kluby muzyczne
Konkursy
Oddolne inicjatywy
Wspieramy płyty
Imprezy
Kapele
Inicjatywy
Food Not Boombs
Masa Krytyczna
Czad Giełda
Sitodruk
Recykling Idei
Altergodzina
Radio Sitka
Wrofilm
Viva Palestyna
Komitet Wolny Kaukaz
CRK
Amnesty International
16 Dni
KPiORP
ATTAC
Newsy
Koncerty
Imprezy klubowe
Sztuka
Akcje/Demonstracje
Miasto
Wydawnictwa muzyczne
Inne
Powiadom znajomych
Nasz newsletter
Dodaj do ulubionych
Kontakt
Ankieta
Wrocławski squatting - idea i twórczość
popieram i chodzę
popieram, ale nie chodzę
nie popieram
jest mi to obojętne

[wyniki | ankiety]
Subskrypcja

 
Zapisz Wypisz
Artykuly > Recenzje imprez > Zywiołak w klubie Łykend
„Perkusista unicestwił swój stołek” padło z ust lidera Żywiołaka, Roberta Jaworskiego, gdy po pełnym ekspresji wykonaniu „Epopei wandalskiej”, Maciej Dymek zmuszony był wymienić swoje siedzisko.

Niezwykła energia, zawsze pojawiająca się na koncertach Żywiołaka tym razem była wyjątkowo silna. Wrocławskim Łykendem zatrzęsło. Lira korbowa, renesansowa fidel, lutnia, altówka, gitary i liczne instrumenty perkusyjne, a do tego dzikie harce na scenie, oszałamiające wokale i szczególny, fantastyczny kontakt z publicznością.

W trakcie koncertu, między muzykami a publiką, nawiązała się niezwykła więź. Gdy tylko zespół wszedł na scenę, ludzie siedzący na podłodze i przy stolikach podnieśli się, przywitali i zaczęli tańczyć. Podchwycony został absolutnie każdy zasugerowany przez grupę gest czy okrzyk. Radość i niedowierzanie widać było po obu stronach sceny. Mikrofon za zgodą Roberta Deliry, jak sam przedstawił się lider, trafiał do pierwszych rzędów, czasem nawet to pierwsze rzędy trafiały na scenę – do mikrofonu. Wspólnie, niczym swoisty żywiołakowy hymn, odśpiewany został „Dybuk”.
Zespół obficie zaprezentował utwory z jeszcze nie wydanej, pierwszej długogrającej płyty „Nowa Ex-Tradycja”. „Latawce”, „Petre”, „Femina”, „Czarodzielnica” czy „Wiły”, wpisują się w poetykę znanych dotychczas neoludowych piosenek i przyjęte zostały z wielkim entuzjazmem.

Pierwszym sukcesem grupy była nagroda publiczności na Mikołajkach Folkowych w Lublinie w 2005 roku, kiedy to Żywiołak dawał swój zaledwie drugi publiczny koncert! Niespełna pół roku później zespół otrzymał Grand Prix na festiwalu folkowym Nowa Tradycja. Przybywały kolejne nagrody, a zespołem zainteresowała się wytwórnia Karrot Kommando i światło dzienne ujrzał maxi-singiel „Muzyka psychodelicznej świtezianki”.

Żywiołak może się już pochwalić wspólnymi koncertami z gwiazdami światowego formatu, jak chociażby z tuwińskim Gendosem. W tym roku z utworem "Noc Kupały" został nominowany do finału polskich eliminacji Eurowizji 2008, jednak ponieważ utwór powstał przed regulaminową datą, ekipę Żywiołaka ostatecznie zdyskwalifikowano.

Słowa do swoich utworów muzycy czerpią ze słowiańskich: polskich i ukraińskich pieśni ludowych („Femina”, „Oj ty Janie”, „O Jana, Jana Kupała”). Wykorzystują także wiersze Bolesława Leśmiana („Karczma”, „Świdryga i Midryga”) i współczesnego „multiartysty” ze Zgorzelca, Grzegorza Żaka. Jednak większość tekstów piszą sami założyciele grupy - dwaj Roberci - Jaworski i Wasilewski. Spod ich pióra pochodzą najlepiej dotychczas znane utwory: „Dybuk” i „Pogaństwo”.

Muzyka Żywiołaka sprawia, że dziewczę z podmalowanym okiem zapomina się na chwilę w psychodelicznym (pra)słowiańskim transie, a potem ogląda się z przestrachem, czy ktoś tego nie widział. Ich koncerty pozwalają wydobyć z siebie pierwotne emocje w sposób podobny chociażby do antropologicznego teatru. Po obu stronach sceny odbywa się swego rodzaju niereżyserowany spektakl. Tu nasuwa się pytanie: na ile rzeczywiście jest on spontaniczny i prawdziwy. Czy wierzyć można w autentyczność przeżyć muzyków, którzy w samym 2008 roku grają około 50 koncertów? Czy wyjątkowa siła może się odradzać niemal co siódmy dzień? Nie ma jednak wątpliwości, że cała grupa dała w Łykendzie z siebie bardzo wiele. Nawet jeśli wkradała się gdzieś pewna rutyna, to nie zabrakło spontanicznych trzepnięć w talerz Anny Piotrowskiej ani starcia perkusisty z rurami na suficie. A niezadowolonych próżno byłoby szukać. Żeby pojąć specyficzną magię pojawiającą się na koncertach Żywiołaka trzeba je usłyszeć, zobaczyć... doświadczyć.

Gnomy, ondyny, sylfy czy salamandry to istoty znane zarówno fanom powstających współcześnie fantastyczych gier i książek, jak i widzom kultowych filmów: „Gwiezdnych wojen” i „Niekończącej się historii”. Żywiołaki – stwory reprezentujące siły poszczególnych żywiołów, przywoływane są zazwyczaj przez druidów. Nie wiem, który z żywiołów reprezentowali poszczególni muzycy „Żywiołaka” ani jaka ich do wrocławskiego Łykendu przywołała siła (poza organizatorami Ethno Jazz Festiwalu), ale ani na scenie, ani pośród widowni nie brakowało żadnego z prastarych, „żywiołowych” pierwiastków.

Zosia Spandowska


Wrocław
» THE BLACK DAHLIA MU... (21.01) » The Dubliners         (01.03)
» U.K. SUBS/ the Vibr... (18.01) » Australian Pink Flo... (31.01)
» The Black Dahlia Mu... (28.01)
© 2009 Wrocławska Sekcja Alternatywna. - wrocław, koncert, imprezy, zespoły. Wrocławski portal sceny alternatywnej - punk, ska, rock, reggae, metal.

powered by jPORTAL 2