Słyszałam, że pierwsze próby zespołu odbywały się w bloku, w mieszkaniu Twoich rodzicówCzy mógłbyś więcej opowiedzieć o tamtych czasach?
Brodi:Naturalnie to wyszło. Okazało się, że mam kumpli, którzy tak jak ja chcą grać.
Byliśmy zwykłymi chłopakami, którzy dzielili się swoimi fascynacjami, emocjami, pomysłami, czy uczuciami. Słuchaliśmy różnej muzy, był to Cohen, John Porter, Grechuta i ogólnie muza z radia. Z czasem zaczęły docierać do nas inne dźwięki takie jak punk czy reggae. Nowe okazało się tak silne, że zaczęliśmy odbierać tę muzę bardzo do siebie, głównie reggae napędzało pozytywnym przesłaniem i po prostu zaczęliśmy grać. Pierwsze instrumenty jakich używaliśmy, prócz akustycznych gitar to były: bębenki zrobione z takich grubych tekturowych rur, puszki z ryżem, flet itp. Czyli normal. Z czasem doszły dęciaki, perkusja, wzmacniacze, elektryczny sound…i zakończyło się granie w mieszkaniu…hehehe.
Przenieśliśmy się z naszymi eksperymentami do Klubu Spółdzielczego, pod bardzo ostrą namową sąsiadów, którzy popierali naszą działalność, ale widzieli ją dalej od swoich ścian. Później jeszcze zdarzały się sporadyczne sesje domowe, ale już trochę cichsze, takie normalne spotkania. W moim pokoju stał stary Eltron, który miał kilka wejść - można było wpiąć kamerę pogłosową, automat perkusyjny, bas, gitary i pojamować, czy sprawdzić jakieś aranżacje itp. Potem nastał okres akademika i klubów studenckich gdzie graliśmy próby.
Goska:Od 1991 roku zacząłeś współpracować z Arturem Szumlasem, w 1993 roku jako Family Front powołaliście do życia „RAGGA PARTY”, serię imprez spod znaku sound system i perfomance. Dlaczego przestaliście organizować tego typu prywatki?
Brodi: Te prywatki organizowaliśmy w momencie, kiedy Habakuk miał przerwę w działalności. Dziś mógłbym powiedzieć, że szukaliśmy nowego oblicza.
Bardzo fajna atmosfera panowała w środowisku, było sporo free grania w Częstochowie, w kilku klubach odbywały się jam sessions. Tworzyliśmy swoiste Family Front, ale wszystkim brakowało tańca - dyskoteki jakoś nas nie kręciły, głównie dlatego, że straszna szmira wtedy tam królowała.
Forma „reggae tańce przytulańce” była zbawienna i przez długi okres imprezy te przyciągały bardzo liczną publikę.
Nie chcieliśmy wiązać się z jednym klubem, lecz widzieliśmy to jako wycieczkę, w sumie już zwartej grupy, po co raz to nowych miejscach.
Te same imprezy w jednym klubie pewnie szybciej by się znudziły, a tak wiele osób miało okazję zupełnie swobodnie, w gronie znajomych, bawić się w lokalach, do których, na co dzień nie chodzili. Miało to swój wymiar.
W międzyczasie w Habakuk wykrystalizował się nowy skład a i kluby zaczęły się nam kończyć, bo prawie wszystkie które nas interesowały już odwiedziliśmy. Ludziom zaczęło się to przejadać. Poczuliśmy, że ten czas się wypełnił, nie było sensu tego ciągnąć. Tym bardziej, że z dnia na dzień, pochłaniał nas co raz bardziej Nowy Habakuk.
Goska:Wydaje mi się, iż obecny rynek muzyczny otwarty jest na tego rodzaju eksperymenty. Czy nie myślałeś o tym aby reaktywować „RAGGA PARTY” ?
Brodi: Myślałem, ale nie widzę tego w takiej formie jak kiedyś i pod taką nazwą.
Dziś takie hasło kojarzy się bardzo konkretnie i jednoznacznie.
My działaliśmy w obrębie jednego miasta, w zasadzie w niewielkiej grupie ludzi. Mieliśmy możliwość, w jakimś sensie, kreowania świadomości tego wydarzenia. Odbieraliśmy te imprezy trochę para teatralnie, dziś trzeba by zrobić coś innego, coś nowego by oddać tamtego ducha.
Goska:Każda płyta Habakuka jest inna. Jest to zapewne związane ze stale zmieniającym się składem zespołu. „Muzyka Słowo Liczba Kolor” to według mnie płyta zupełnie inna niż „Rub Pulse”. Powiedz, jaki wpływ miały poszczególne osoby na ostateczne brzmienie nagrywanego przez Was materiału?
Brodi: Habakuk dość późno wydał swoją pierwszą płytę.
MNIAM MNIAM REGE nagrywaliśmy w 1999 roku, czyli już po pięciu latach działalności w nowym składzie po reaktywacji. Mieliśmy tyle piosenek, że nie wszystkie się zmieściły.
Płyta RUB PULSE to był okolicznościowy album, na którym znajdowały się z założenia różne kawałki. Były to głównie remixy. Utwory nagrane na przełomie czterech lat ( 1996 - 2000 ) i prezentacja multimedialna. Nie było to wtedy jeszcze takie popularne, my nie mieliśmy strony w Internecie i tą drogą mogliśmy przekazać informacje o zespole. To był dobry pomysł, płytą interesowali się nie tylko fani takiej muzy, ale również komputerowcy, którzy byli ciekawi rozwiązań technicznych.
MUZYKA SŁOWO LICZBA KOLOR była nagrywana jako całość. Pojawiło się kilka nowych utworów, ale większość kompozycji i tekstów to były właśnie te rzeczy, które mogły być na Mniam Mniam REGE.
Przy tej płycie ciekawie wyglądały sesje nagraniowe, ponieważ dość sporo gości się pojawiło. Na przykład na wokalu Monika, z którą to później zagraliśmy dużo koncertów, w momencie lekkiego kryzysu w grupie Bakszysz. Muszę też wspomnieć o sekcji dętej. Na tej płycie nagrywał Mateusz Pospieszalski i Ziut Gralak, a praca z takimi muzykami to czysta przyjemność i wspaniała lekcja, wkomponowana w balangę.
Materiał, nad którym obecnie pracujemy najbardziej będzie oddawał to, co w zespole dzieje się teraz, bo będą to świeże rzeczy, najbardziej aktualne, tworzone bez oglądania się wstecz, bez odrabiania zaległości. To w sumie nowa sytuacja w zespole, bardzo podniecająca, a zarazem wymagająca od wszystkich dużego zaangażowania.
Myślę, że zespół się ukształtował, stał się silniejszy, skład już od ładnych kilku lat się nie zmienia, a mimo to tworzymy różne kawałki i choć zapewne w dużej mierze miały znaczenie zmiany personalne, czy indywidualny styl grania każdego z tworzących band, to proces tworzenia nowych utworów polega właśnie na odnajdywaniu zarazem czegoś innego w granicach czegoś stałego. Kolejne albumy nie mogą być takie same, ale jednak muszą być charakterystyczne dla danego wykonawcy. W naszych poszukiwaniach, eksperymentach… staramy się mieć swój język wyrazu. Myślę, że powoli zaczynamy dostrzegać rolę brzmienia każdego z osobna w budowaniu brzmienia całości…to wydaje się być oczywiste, ale nie zawsze jest łatwe do wykonania.
Goska:Jakich zespołów słuchasz prywatnie? Czy któryś z nich jest dla Ciebie inspiracją??
Brodi: Co to znaczy prywatnie? Moja obecność w Habakuk nie jest oderwana od codziennego życia, a wręcz codzienne życie w bardzo dużej mierze jest przypisane graniu. Może nie jest to idealne rozwiązanie, ale tak jest.
Muzyka towarzyszy mi prawie cały czas, ale nie śledzę już jak kiedyś dyskografii ulubionych artystów, nie kolekcjonuję płyt…itp. Lubię mieć dużo nowej muzy, by mieć jakiś wybór i generalnie lubię NOWE, lecz na co dzień i tak słucham głównie reggae. Gdy siedzę przy komputerze to przez Internet słucham jakiś stacji z tą muzyką, a jak kręcę się po domu i mam możliwość głośno słuchać to z dekodera cyfrowego, który mam podłączony do sprzętu nagłośnieniowego słucham kanału „non stop reggae”. Tak więc jestem trochę zapętlony…hehehe.
Poza reggae i różnymi pochodnymi gatunkami, choćby takimi jak: dub, jungle, hip hop - lubię posłuchać ostrej muzy, jazzu, czy np.: Prince’a, Sade, Lauryn Hill, Ericah Badu, Voo Voo, a nawet Kylie Minogue, Madonny…itp.
Jeśli chodzi o inspiracje to zazwyczaj inspirujący jest dla mnie folk, czy tak zwana world music.
Goska:Wydaje mi się, że obecnie panuje swego rodzaju boom jeżeli chodzi o muzykę reggae. Stała się ona „modna”, poza tym coraz więcej osób uzewnętrznia swoją identyfikację z tym gatunkiem muzycznym poprzez noszone dready, flagi Jamajki i rastamańskie barwy. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie potrzebujesz dreadów, bo reggae nosisz w sercu. Mógłbyś więcej powiedzieć na ten temat?
Brodi: Nie pamiętam tego wywiadu, ale jest możliwe, że tak powiedziałem.
Ja przez wiele lat nosiłem na głowie kołtuny, ale po pierwsze było mi w nich już trochę ciasno, a po drugie…starość nie radość…hehehe.
Cieszy mnie fakt, że coraz więcej ludzi zaczyna słuchać reggae, gdyż jest to muzyka, która przez swoje brzmienie i wibrację wpływa na słuchacza budząc w nim chęć poznania tego co było, co jest i co będzie. Jest muzyką korzeni, dźwiękami przodków a zarazem swym przekazem jest cały czas aktualna i inspirująca do tworzenia czegoś nowego. Jest porozumieniem między, na pozór różnymi kulturami, stylami tworząc jedną kulturę. Ciekawe jest to, iż reggae nie jest już tak powiązane z religią Rasta, lecz staje się uniwersalnym językiem różnych światopoglądów.
Goska:Wraz z Habakukiem brałeś udział w Pankregeparty tour 2004, grając z takimi zespołami jak Farben Lehre czy Proletaryat . Jak wspominasz te koncerty? Czy w 2005 roku powtórzy się tego typu trasa koncertowa? Jeżeli nadarzyłaby się okazja czy wystąpilibyście po raz kolejny podczas Pankregeparty??
Brodi: Nie szukaliśmy i nie szukamy okazji, skorzystaliśmy z zaproszenia do udziału w tej trasie. Zaproszenie wyszło od F.L. to oni byli pomysłodawcami Pankregeparty. Koncerty wspominam bardzo miło. W zasadzie nie znaliśmy się wcześniej, ale atmosfera party, dość szybko pozwoliła na przyjacielskie relacje. W trasie, jak to w trasie, bywały lepsze momenty i gorsze. Niestety nie mogę pochwalić organizacji Pankregeparty, bo mi nie odpowiadała, ale publiczność która przychodziła na te koncerty bardzo nam to rekompensowała.
W 2005 roku z tego co się orientuję , Farben Lehre zaprosili Akurat i Happysad.
Ja natomiast brałem udział w koncercie urodzinowym Farbenów w Płocku i wraz z nimi miałem przyjemność świętować ich wejście w dorosły wiek.
Goska:Obecnie zacierają się granice pomiędzy poszczególnymi gatunkami muzycznymi. Zjawisko to zauważalne jest zwłaszcza między muzyką reggae a hip-hopem. W czerwcu we Wrocławiu na Polach Marsowych odbył się koncert w ramach konfrontacji tych gatunków muzycznych. Mieliście wówczas wystąpić, a jednak do Waszego koncertu nie doszło. Dlaczego?
Brodi: Wypada tylko się cieszyć, że muzyka zaciera granice. Jedyna granica jakiej nie powinniśmy zacierać to granica między dobrem a złem. Nie mniej reggae w swojej formie się nie zmieni, bo reggae to kanon, tak samo jak np. blues.
To muzycy się zmieniają i ich podejście do twórczości, ich zainteresowania, inspiracje. Hip hop się zmienia, od samego początku wiele czerpiąc z reggae i z innych gatunków staje się cały czas nową formą.
Pytałaś o koncert we Wrocławiu, zapewne chodziło ci o „Summer Jam Hip Hop & Reggae Festiwal”. My zagraliśmy na tej imprezie, niestety nie otrzymaliśmy za nią pełnego wynagrodzenia, bo organizator okazał się nieuczciwy - delikatnie mówiąc. Mnie bardzo podobała się idea takiego festu, bardzo chciałem zagrać na tej imprezie, ale pozostał niesmak. Nie chce mi się tego komentować.
Goska:Graliście dwukrotnie na Przystanku Woodstock. W 2002 roku występowaliście podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w studiu telewizyjnym przy Woronicza w Warszawie. Jak wspominasz współpracę z Jurkiem Owsiakiem?
Brodi: Co roku angażujemy się w koncerty na rzecz W.O.Ś.P. i kilka razy w roku staramy się grać charytatywne imprezy, mamy takie założenia.
Na Przystanku Woodstock graliśmy dwa koncerty w jednym dniu, w zasadzie jeden po drugim. Pierwszy graliśmy na małej scenie folkowej na zaproszenie Jacka Kleyffa i to granie wspominamy lepiej, gdyż tam zagraliśmy pełny koncert. Drugi na dużej scenie to już zupełnie inna historia. Tam nie mogliśmy się wyluzować sparaliżowani widokiem takiego tłumu pod sceną. Lepiej się czujemy na kameralnych koncertach. Oczywiście występ na tym festiwalu to bardzo duże i fantastyczne przeżycie, ale w tym dniu nie byliśmy w stanie zagrać dobrego koncertu. Prawie, że w biegu z małej sceny podjechaliśmy na dużą, tam okazało się, że jakaś kapela wypadła i musimy instalować się na scenie, a wiadomo, że pośpiech w takich sytuacjach nie pomaga. Na koncert też nie było za wiele czasu, zagraliśmy chyba 5 piosenek, a tak naprawdę to w tym momencie dopiero się rozegraliśmy. Na tak dużych imprezach jest sporo kapel i każda gra krótki program. Ale publiczność przyjęła nas bardzo ciepło i gdy czas nasz minął podszedł do nas Jurek i mówi: co nie słyszycie co wołają? Nie dajcie się prosić, grajcie. I tym sposobem zagraliśmy jeszcze krótkiego bisa, było to bardzo miłe.
Goska:Z jednego, z udzielonych wywiadów można się dowiedzieć, że Krzysiek Niedźwiecki (grający w Habakuku na gitarze), był zamknięty w tureckim więzieniu...
Brodi: To było w Wirtualnej Polsce gdy byliśmy na czacie przed trasą Pankregeparty.
Prócz nas - przedstawicieli Habakuk był jeszcze Wojtek Wojda z Farben Lehre i Olej z Proletariatu. Ktoś zadał pytanie czy to prawda. Podejrzewam, że ktoś robił sobie jaja i tak też to potraktowaliśmy. Atmosfera była bardzo familijna, kupe śmiechu przy tym było i po prostu potwierdziliśmy tą informację. Nie myśleliśmy wtedy, że ta historia będzie się za nami ciągnęła. Mimo tego, że dość poważnie traktujemy granie w Habakuk, staramy się zachowywać pewien dystans. Poczucie humoru raczej nas nie opuszcza, dlatego pozwalamy sobie czasem na tego typu żarty, a nierzadko wychodzą z tego śmieszne historie. Swojego czasu podczas koncertu, w trakcie przedstawiania kapeli, powiedzieliśmy, że Marek nasz klawiszowiec pochodzi z Grecji i po koncercie dziewczyny zagadywały do niego po angielsku, a gdy odpowiadał po polsku usłyszał, że świetnie sobie radzi w tym języku. Takich sytuacji było wiele…
Goska:...a historia z 26-mi urodzinami, które obchodziłeś mając 33 lata?
Brodi: No właśnie to kolejna anegdota z tej serii. Krzysiek przedstawił mnie podczas koncertu w Piotrkowie, mówiąc, że obchodzę właśnie w tym dniu swoje urodziny, nie pamiętam, ale chyba powiedział, że 26- te. Była jesień. Ja urodziłem się w lutym. Publiczność zaśpiewała mi sto lat, a właściciel klubu postawił flaszkę. Ten patent stosowaliśmy później wielokrotnie…
Myślę, że nie my jedyni robimy takie rzeczy. Królem w te klocki zawsze był Bob Dylan, który to przez kilkadziesiąt lat bawił się z dziennikarzami i fanami, wymyślając coraz to nowsze historie, które rzekomo się wydarzyły.
Goska:Przeczytałam gdzieś, że myślisz o płycie solowej, poza tym podobno zacząłeś pisać książkę... Na forum, na stronie www.habakuk.art.pl napisałeś, że myślisz nad nowymi projektami. Uchylisz rąbka tajemnicy?
Brodi: Od jakiegoś czasu myślę o bardziej osobistej płycie, ale jeszcze nie jest ten czas.
Teraz mam mnóstwo pracy z Habakuk i na tym się koncentruję.
Z książką to też był żart. Chociaż nie jest to wykluczone.
Jeśli chodzi o te nowe projekty, to przepraszam, ale chciałbym to zostawić dla siebie, przynajmniej na razie.
Goska:Życzę powodzenia. Dzięki za rozmowę.
Brodi: Dziękuję również. Jeśli mogę coś dodać to chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy przez lata istnienia Habakuk, współtworzyli ten zespół, każdy z nich wniósł coś swojego, co na pewno pomogło budować wizerunek i rodzinną atmosferę tego bandu. I chciałbym podziękować wszystkim tym którzy przychodzą na nasze koncerty.
Rozmawiała: Gośka Seńków
|