Grzegorz Cholewa: Pogodno istnieje dziewięć lat, lecz dopiero niedawno weszliście do ścisłej czołówki polskiej sceny alternatywnej. Trzy lata temu na Wasze koncerty we Wrocławiu przychodziła garstka fanów, natomiast ostatnio przed występem w Alibi zabrakło biletów...
Hrabia Fochmann, gitarzysta i klawiszowiec grupy: Gramy bardzo dużo koncertów, w kraju mamy kilkanaście takich pewnych punktów i Wrocław to właśnie jeden z nich. Widać, że w dużych miastach fama o zespole roznosi się pocztą pantoflową, jakaś piosenka funkcjonuje najpierw wśród studentów, później ktoś opowie o niej znajomemu. Tak to działa. Niegdyś pod sceną hasali wyłącznie nasi rówieśnicy, teraz jest coraz więcej dzieciaków, które znają na pamięć wszystkie teksty. Kiedyś rozmawialiśmy o tym z Jackiem, naszym wokalistą, że zespół to firma, która musi się rozwijać i prędzej czy później przyjdą profity w postaci publiczności.
Dwa lata temu dużo szumu było wokół rozwiązania grupy Pogodno. Są różne teorie na ten temat - a to że chcieliście zareklamować w ten sposób zespół albo uciec przed jakimś paragrafem w kontrakcie z wytwórnią...
- Koncerty graliśmy wówczas non stop, razem mieszkaliśmy, przebywaliśmy ze sobą. W pewnym momencie sześciu chłopów zmęczyło się wzajemnym towarzystwem i należało odpocząć. Nie było kłótni, a wyłącznie potrzeba luzu i doładowania baterii.
Atmosfera Pogodna, Waszych koncertów i płyt, to wieczna impreza. Nie widać lidera, wszyscy grają i śpiewają. To naturalne, czy może zimno wykalkulowana oryginalność?
- Nie ma żadnej kalkulacji. Pogodno od początku do końca jest naturalnym zespołem. Kiedyś martwiliśmy się, że gramy i gramy i nikt nas nie rozumie, nic nam z tego nie wychodzi. Wtedy Tymon Tymański powiedział: róbcie swoje, a prędzej czy później efekty same przyjdą. No i miał rację. Jesteśmy bandą wariatów, przyjaciół, którzy żyć bez siebie nie mogą. Jeśli nie gramy przez kilka tygodni, to zaczyna nas nosić, dzwonimy do siebie, odwiedzamy się, mimo że każdy właściwie mieszka w innej części kraju: perkusista w Szczecinie, basista w Kołobrzegu, klawiszowiec w Warszawie, puzonista w Łodzi, ja na Śląsku, wokalistka pomieszkiwała ostatnio w Londynie, a wokalista w Dreźnie. Nie wiadomo, jak by to było, gdybyśmy żyli wszyscy w jednym mieście, bo tak teraz przynajmniej tęsknimy za sobą. I to też ma swoją siłę. Teksty pisze Jacek, ale wiele rzeczy powstaje bardzo spontanicznie. Gdy kilku facetów rusza samochodem w wielogodzinną podróż, to przecież nie może obejść się bez dziwnych pogaduszek i wzajemnego dogadywania. Te teksty fruwają dookoła w powietrzu, trzeba je tylko złapać i robić z nich piosenki.
Szykujecie się do wydania płyty DVD...
- I wydamy ją najprawdopodobniej jesienią. Materiał z trzech koncertów jest już przygotowany, teraz trwają ostateczne prace nad całością. Kolejny album Pogodna najwcześniej pojawi się w przyszłym roku, natomiast jeszcze w tym ukażą się nasze osobne, autorskie krążki. |