Orbitowanie bez orbity
Już po drodze do CRK moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że tym razem nie będzie to zwykły koncert. Sama podróż tramwajem była absurdalna, jakby wyjęta z filmu. Światła miasta oczarowywały, odbijały się przez szybę w moich szeroko otwartych oczach. Ktoś puszczał muzykę z komórki. Ludzie siedzieli, bojąc się choćby na siebie spojrzeć. Ostrząc sobie zmysły, szykowałam się na kosmiczną podróż z Woodym Alienem i kapitanem Zoltarem.

fot. Michał Michałczak
Na miejscu, prom kosmiczny trochę opóźniał swój odlot, ale czas się nie dłużył, bo z mnóstwem pozytywnie zakręconych kosmonautów nigdy nie można się nudzić. Na podwórkowym pre-party odbył się koncert na drumli, niewidzialnej trąbce oraz konkurs w aportowaniu kamienia... zgłosił się tylko jeden czworonożny uczestnik, co jednak nie odebrało mu frajdy współzawodnictwa.
Foto: Woody Alien & Zoltar [CRK]
Kiedy już odpalono silniki, ster przejął Zoltar. G przekraczające 10 przyprawiło mnie o zawrót głowy. Zespół zafundował nam podróż w okołoorbitalne rejestry dźwięków. Ciężkie do zdefiniowania psychodeliczne fusion, z prowadzącym basem i perkusją oszukującą poczucie rytmu zrobiło fenomenalne wrażenie. Widać było, że muzycy za sterami czują to, co grają. Muzyka była, jak turbulencja – gwałtowna, zmienna, oszałamiająca i męcząca dla zmysłów. Ciekawe efekty elektroniczne dodawały specyficznego charakteru ich występowi. Zoltar, mimo że młody zespół, zyskał już uznanie i myślę, że w pełni na nie zasłużył.

fot. Michał Michałczak
Po tym, jak Zoltar wyprowadził nas poza orbitę ziemską, za sterami zasiadł pink punkowy duet Woody Alien. Weszliśmy w stan nieważkości. Który trochę rozczarował... Poprzednia załoga dała takiego czadu, że Woody Alien musiałby się bardzo postarać, żeby ich przebić. A po przekroczeniu orbity, prom trochę przyśpieszył, ale lot stał się bardziej statyczny. Gdyby nie fenomenalny perkusista, który przypominał mi hellsingowskiego Andersona można by odnieść wrażenie, że nic się nie dzieje. Energiczny Daniel Szwed walił w swój instrument, jak opętany (co widać po kondycji talerzy) i skupiał na sobie całą uwagę publiki. Generalnie lot z Woodym Alienem był trochę, jak filmy Woodyego Allena – niby się podobają, ale mnie strasznie nudzą.
Prom wylądował. Oszołomiona zmianami przeciążenia ruszyłam w podróż do domu znów gapiąc się bezmyślnie w okno tramwaju. Zoltar i Woody Alien dali orbitalny koncert, który pozostawił mnie z refleksją, że fajnie byłoby polecieć w kosmos...
Dag von D. |