Start Patronat Kapele Galeria Linki Kontakt    
szukaj:

Wrocław solidarny z grecką rewoltą!
Menu główne
Strona Główna
Redakcja
Współpraca
Działaj z nami
Patronat
Bannery
Linki
WSA
Galeria
Artykuły
Kluby muzyczne
Konkursy
Oddolne inicjatywy
Wspieramy płyty
Imprezy
Kapele
Inicjatywy
Food Not Boombs
Masa Krytyczna
Czad Giełda
Sitodruk
Recykling Idei
Altergodzina
Radio Sitka
Wrofilm
Viva Palestyna
Komitet Wolny Kaukaz
CRK
Amnesty International
16 Dni
KPiORP
ATTAC
Newsy
Koncerty
Imprezy klubowe
Sztuka
Akcje/Demonstracje
Miasto
Wydawnictwa muzyczne
Inne
Powiadom znajomych
Nasz newsletter
Dodaj do ulubionych
Kontakt
Ankieta
Wrocławski squatting - idea i twórczość
popieram i chodzę
popieram, ale nie chodzę
nie popieram
jest mi to obojętne

[wyniki | ankiety]
Subskrypcja

 
Zapisz Wypisz
Artykuly > Recenzje imprez > VII Wrocław Industrial Festival
Siódmy już Industrial Festival wstrząsnął Wrocławiem. Kto nie był na imprezie, natknął się przynajmniej na gęsto rozlepione w mieście plakaty. Militarnie ubrany, puszczający dym nosem półszkielet dotkniętego zapewne katastrofą reaktora jądrowego zwierzęcia (łoś?) kumotersko uśmiechał się do przechodniów, niejednego wprawiając w zakłopotanie typu „bać się czy śmiać”?

Zdjęcia z VII Wrocław Industrial Festival.

Impreza trwała w sumie aż sześć dni. Zagościła w kilku interesujących miejscach. Sceną pierwszych koncertów był iście przemysłowy pejzaż Browaru Mieszczańskiego, który niejednej imprezie nadał już klimat. Oprócz muzyków, browar ugościł też wystawy artystów plastyków (Espira, Oliwia Misztur, Joanna Pałys, Bartosz Kozak). Oficjalne otwarcie imprezy nastąpiło w czwartek w galerii BWA. To miejsce o odpowiednim prestiżu i – jak się okazało – świetnej akustyce. Następnie festiwal przeniósł się na trzy dni na ul. Purkyniego. Tutaj odbyło się gros najważniejszych koncertów.

Piątek, czyli śmierć cywilizacji w sosie słodko – głośnym.

Jest piątek, 7 listopada. Niepewnym krokiem wspinam się po wąskich schodkach do klimatycznej Sali Gotyckiej. Krok to niepewny, bo nie wiem, co mnie czeka. Na „muzyce industrialnej” znam się przecież tak, jak prezes PiS-u na zastosowaniach konopi. Z sali dobiegają dźwięki mocno niepokojące. Ktoś ze sceny apokaliptycznie wykrzykuje, że nic nas nie ocali. Z takim przesłaniem, wieszczącym upadek naszej cywilizacji, występuje niemiecki zespół Anenzephalia. Na ekranie wyświetlane są przygnębiające obrazy – padające drzewa, policjanci w maskach gazowych, wnętrza fabryk, wieże wysokiego napięcia. Celowo piszę o tym, co widzę, bo swoim nie wprawionym uszom wierzyć jeszcze nie mogę.

Ludzie – przeważnie ubrani na czarno – sprawiają wrażenie smutnych i wystraszonych. Jedyny ruch pod sceną to fotoreporterzy. Poza tym spokój. Nikt nie skacze – bo jak tu skakać, tańczyć, gdy z nieba walą się na głowę skały, a mrok duszę ogarnia? Na scenie formacja Inade. Grają bez przerwy przez kilkadziesiąt minut. Rytmy wstrząsają trzewiami, wprowadzają w bolesny trans. Wreszcie muzyka się kończy. Cisza. Brawa. Oddech mam ciężki, a w uszach coś dzwoni.

Przed koncertem gwiazdy wieczoru na sali robi się gęsto. Brytyjski duet Carter Tutti to weterani, obecni na scenie zarówno wspólnie, jak i oddzielnie, od lat siedemdziesiątych. Brali udział w powstawaniu takich nurtów, jak industrial, techno czy elektro. Pod nazwą Carter Tutti występują od pięciu lat (wcześniej tworzyli jako Chris & Cosey).
Klimat nadal jest mroczny, ale mrok jest zaprawiony słodyczą głosu Cosey Fani Tutti. Tutti nie tylko pięknie śpiewa, ale do tego jeszcze ładnie gra. Gitara nie jest jedynie gadżetem, urozmaicającym wizualnie sceniczny wizerunek formacji, ale realnym, w pełni wykorzystanym instrumentem. Jest sennie i lirycznie. Muzyce towarzyszą czarno – białe obrazy. Las, zjawa chodząca po śniegu... W pewnym momencie zjawa uchyla kaptur, ukazując twarz wokalistki.

Sobota, czyli kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi.

Sobota była najciekawszym dniem festiwalu. Zachwycił mnie występ formacji Blind Cave Salamander. Ten koncert był atrakcyjny nie tylko ze względu na muzykę. Amerykańsko – włoskie trio po prostu ciekawie wygląda. Jakby to ująć… odniosłem wrażenie, że na scenie siedzą członkowie jakiejś dziwnej sekty: wytatuowana wiolonczelistka skrywająca twarz za kurtyną włosów i dwóch brodaczy śmiało mogących ubiegać się o honorowe członkowstwo w ZZ Top.
Oprócz wspomnianej wiolonczeli, pojawiły się m.in. skrzypce elektryczne, gitara (transowe szarpanie strun, nietypowe spacery po gryfie), yamacha (chyba najpowszechniej używany instrument na całym festiwalu) i… piła. Muzyka BCS to przyprawione melancholią poruszające suity smyczkowe z psychodelicznymi efektami. Coś do słuchania w skupieniu. Baśnie grane na prawdziwych instrumentach, co na tym festiwalu nie jest aż takie oczywiste. Niesamowite były momenty wokalne – trzeba było zobaczyć i usłyszeć dwóch brodaczy mamroczących głosami z zaświatów! Zachęcam do zapoznania się z tą muzyką. W sam raz na ciemne jesienno – zimowe wieczory.

Równie interesujący był występ Nurse With Wound. Na scenie oglądaliśmy pięciu muzyków stojących rzędem przy długim stole, suto zastawionym elektronicznym instrumentarium. Obok Steve’a Stapletona, który zakładał formację 30 lat temu, we Wrocławiu wystąpili Colin Potter, Matthew Waldron, Andrew Liles (który wcześniej wystąpił solo – niestety nie widziałem tego koncertu) i Paul Beauchamp (który współtworzy wyżej wzmiankowane trio Blind Cave Salamander).
NWW to ocean eksperymentujących dźwięków, na którego powierzchni co jakiś czas pojawiają się różne bardziej wyraźne motywy. Surrealistyczna podróż przez krainy odgłosów dziwnych, generowanych przez przeróżne instrumenty i zabawki techniczne, których nazw odgadnąć nawet nie próbuję. Pokrętła, stukawki – pukawki, dźwięki narastające, dźwięki powracające, świzdy – gwizdy, falowanie i spadanie w otchłań dygresji. A do tego trochę wygłupów.

Niedziela, czyli elektrohołupce i skandynawska trauma.

Niedziela była najbardziej międzynarodowym dniem. Na rozgrzewkę, dla dość pustej sali wystąpili zamaskowani Słowacy z Disharmony. Po nich pojawił się człowiek w kominiarce – Vladimir Hirsch. Z osobistych względów nie przepadam za dźwiękami, którymi uraczył nas sąsiad zza południowej granicy. Po prostu pracowałem w swoim życiu w kilku fabrykach… Oklaski były jednak spore, więc chyba nie każdy jest tak uprzedzony jak ja i podobało się.

Ożywczo powiało po wszystkich fabryczno – maszynowych klimatach, gdy na scenie pojawił się jednoosobowy projekt Empusae. Bodaj pierwszy raz na festiwalu muzyka sprzyjała tańcowi. Empusae to rytm, puls i tempo. Ciekawe i smaczne elektro rodem z Belgii, kolebki tego typu muzyki. Sal-Ocin sprawił wrażenie fajnego zioma: bródka, sympatyczny uśmiech, piwo, papieros. Artysta świetnie się bawił, żywiołowo tańcząc do generowanej przez siebie muzyki.

Publiczność miała okazję w tańcu odreagować strachy i depresje również przy okazji występu Francuza Gillesa Rossie, czyli Oil 10. Był to chyba najciekawszy koncert od strony wizualnej. Na ekranie pojawiły się fragmenty mangi, kadry ze starych filmów i komputerowe animacje. Były podróże w przestrzeń kosmiczną, wycieczki w świat chemii i pierwiastków, spacery przez architektoniczne siatki miast. Gladiatorzy walczący z kościotrupami. Ludzie pierwotni stawiający czoła pterodaktylom. Tańczące Hinduski i zabawy stroboskopem.

Żeby nie było za wesoło, koncerty w Sali Gotyckiej zamknął występ Szweckiej formacji In Slaughter Natives. Znów zrobiło się mrocznie. Z gardła Jouni Havukainena dobył się piekielny szept... Uciekłem, postanowiwszy zachować w sobie trochę pozytywnej energii i oszczędzić siły przed ostatnim dniem festiwalu, tym razem w Centrum Reanimacji Kultury.

Poniedziałek, czyli bramy percepcji otwierają się ze zgrzytem.

Dobrze się stało, że Festiwal zagościł również w surowym wnętrzu CRK – szczególnie, że i tutaj miały miejsce ciekawe koncerty. Myślę, że ci, którym udało się dotrzeć do klubu na ul. Jagiellończyka, nie pożałowali. Dla mnie osobiście bardzo cennym przeżyciem był występ Analog Suicide. Ten koncert pomógł mi ogarnąć myślenie o wydarzeniu, w którym brałem udział przez kilka dni. Kilkakrotnie zastanawiałem się, dlaczego ludzie katują się taką ciężką i bolesną muzyką. W trakcie występu tureckiego artysty zaczęła pękać ściana trudności odbioru, od jakiej parę razy dość nieprzyjemnie się odbiłem. Występ Analogowego Samobójstwa był nieprzerwanym czterdziestominutowym zgrzytem, popartym filmem o bardzo mocnym, brutalnym przekazie. Stosując terminologię łyżwiarską - ostra jazda po bandzie. Krew, degeneracja, brutalne żądze, miłość i nienawiść. Można takich spektakli się bać, gdyż poruszają one najciemniejsze strony ludzkiej natury. Docierają do takich warstw, o których istnieniu wolelibyśmy pewnie nie wiedzieć. Bez odrobiny przesady, ten koncert był bolesnym spektaklem. A jednak dawał ukojenie. Dociągał widza do takiej granicy, za którą kończy się strach, a zaczyna katharsis.

No a na deser absolutnie energetyczny występ Czechów z Napalmed. Krótkie, urywane jakby w połowie, utwory na bardzo nietypowych instrumentach rodem ze skupu surowców wtórnych. Niestłumiona energia i hałas pozornie niekontrolowany, a jednak układający się w interesującą całość. Zespół idealnie wpasował się w squoterskie, półoficjalne warunki CRK. Był czad, jebudu!

Wtorek, czyli dzwonienie w uszach.

Jak by tu jeszcze podsumować, by za wiele nie gadać i wreszcie pójść spać? Siódmy Industrial Festiwal był imprezą bardzo ciekawą, w ramach której każdy mógł znaleźć dla siebie coś interesującego, intrygującego, czy inspirującego. Nawet jeśli karnety były drogie, to przy odrobinie wysiłku można było przysiąść nad programem i zdecydować się na jeden dzień koncertów. Organizacyjnie impreza przebiegła bardzo sprawnie. Gdybym miał się czegoś czepić, to co najwyżej menu serwowanego w festiwalowym bufecie. No bo ile dni z rzędu można wcinać makaron?

Artur Żejmo


Wrocław
» THE BLACK DAHLIA MU... (21.01) » The Dubliners         (01.03)
» U.K. SUBS/ the Vibr... (18.01) » Australian Pink Flo... (31.01)
» The Black Dahlia Mu... (28.01)
© 2009 Wrocławska Sekcja Alternatywna. - wrocław, koncert, imprezy, zespoły. Wrocławski portal sceny alternatywnej - punk, ska, rock, reggae, metal.

powered by jPORTAL 2