Czy Sepultura ma rację bytu, po tym, jak jej szeregi opuścili bracia Cavalera? Czy jest to jeszcze ten sam zespół, który królował w świecie metalu lat 90’? Czy fani ciężkich brzmień dadzą im szansę i czy następca Maxa – Derrick Green przyćmi swoją osobowością obecnego lidera Soulfly? Na początku wieku, kiedy ukazywały się pierwsze albumy z Greenem na wokalu, odpowiedzi na powyższe pytania wydawały się już raz na zawsze rozstrzygnięte. Nowa Sepultura okazała się bardzo słabym tworem i nie dawano jej najmniejszych szans. Sytuacja niespodziewanie odmieniła się w 2006 roku, kiedy światło dzienne ujrzał konceptualny album Brazylijczyków „Dante XXI”. Surowe brzmienie, chwytliwe riffy i nowy pomysł na granie, sprawiły, że zespół powrócił do łask.

fot. Wojciech Kostoglu
W roku 2009 premierę miała płyta „A-Lex” i właśnie w związku z jej promocją Brazylijczycy udali się na europejskie tourne. W Polsce Sepultura oraz Soulfly cieszą się od lat niesłabnącą popularnością, stąd też oba bandy nad wyraz chętnie odwiedzają kraj nad Wisłą. Tym razem padło na stolicę Dolnego Śląska. Wrocławski klub Alibi był wypełniony po same brzegi. Od samego początku grupa pokazała, że jest w świetnej formie. Derriick zdzierał niemiłosiernie gardło, skacząc po całej scenie. Pozostali muzycy także byli niezwykle ruchliwi i miotali głowami w takt niemiłosiernie zabójczych gitar.
Foto: Sepultura w klubie Alibi
Nagłośnienie było bardzo dobre i uczta brutalnych dźwięków musiała zaspokoić każdego wybrednego słuchacza. Można było usłyszeć przekrój całej twórczości zespołu. Poleciały najbardziej znane piosenki z czasów Maxa, takie jak „Refuse/Resist", „Dead Embryonic Cells", „Policia”, „Attitude” „Troops of Doom", „Territory", nieśmiertelny hymn "Roots Bloody Roots" czy legendarna "Ratamahatta". Z nowych kawałków rozbrzmiały „Moloko Mesto”, „Alex I” , „Alex IV” czy „What I Do?”. Przyznajmy się szczerze, Sepultura to nadal nieźli rzeźnicy i potrafią robić swoje! Doceniła to publika, która każdy numer nagradzała gromkimi brawami i domagała się ciągle więcej i więcej. Oczywiście pod sceną się kotłowało i nie odbyło się bez tradycyjnego młyna. Ludzie bawili się naprawdę wspaniale. Tego wieczora, lato we Wrocławiu było wyjątkowo gorące.
Kamil Downarowicz |