Artykuly > Wydawnictwa muzyczne > Opinie o debiucie płytowym Lunapar

Pytając o opinię osób związanych na co dzień z muzyką, chciałbym przedstawić wam debitancką płytę zespołu LUNAPAR:

Płyta do odsłuchu w serwisie bandcamp: https://lunapar.bandcamp.com/




"Bardzo fajna płyta, osadzona w klasycznym grunge'owym graniu, ale tym mocniejszym. Momentami mocno mi się kojarzy z Alice In Chains czy Soundgarden – choć brzmienie jest zupełnie inne. Pod tym względem słychać, że płytę robił Przemek Wejmann vel Perła – po prostu brzmieniowo blisko jego nieistniejącego już zespołu Guess Why z czasów 2giej i 3ciej płyty. Fajnie zaśpiewana przez Tomka, momentami, na szczęście wywrzeszczana. Te ostrzejsze i muzycznie i wokalnie momenty zdecydowanie lepsze niż te spokojniejsze (takie alternatywne). Na pewno nie jest to płyta odkrywcza, rewolucyjna czy awangardowa. Dobrze rockowo bez fajerwerków ale solidnie i na wysokim poziomie."
Bartek Klimek (Lost Road)

"Zagrane z werwą i dziarsko, ile pary w płucach i na ile pozwala konwencja, której jest się wiernym, być może bez oglądania się na trendy i gusta. Za produkcyjną stronę, piątka. Tyle przychodzi mi do głowy. Po przesłuchaniu płyty chce się powracać do "The Squall". Nie tyle ze względu za nostalgią do lat 90, która na płycie jest wyraźnie obecna, co początkowej transowej sekwencji, która buzuje szczególną energią. Panowie, idźcie dalej tą drogą."
Andrzej Jóźwik (Radio Wrocław Kultura)


"Nie miałem jeszcze okazji dzielić z chłopakami sceny, ale myślę, że to kwestia czasu. Bardzo dobre, świeże i oryginalne granie, które ma swoje wyraźne korzenie w latach 90'. Słuchając Lunapar nasuwają mi się skojarzenia z NIN, Quicksand, Handsome czy nawet poźniejszymi dokonaniami Melvins."
Bartek "Bartes" Duszkiewicz (John Revolta, Sicphorm, O.D.R.A.)


"Oldskulowo i nowocześnie zarazem, trochę post, trochę grunge, trochę sam-nie-wiem-co ale to nieistotne: grunt że słucha się bardzo przyjemnie. Świetnie brzmiący, wszystko-mający album. Zdecydowanie moc w chłopakach z Lunapar jest silna, a płyta kopie niczym suszarka w wannie."
Marcin "Gaua" Gałkowski (John Revolta, Prąd)

"Lunapar żeni grunge, post-hardcore i – w minimalnym stopniu - noise rock (choć teza o jego obecności na albumie, wydaje się kontrowersyjna). Z tego ménage à trois wyszła dobra płyta.
Spotkałem się z zarzutem, że zespół używa języka angielskiego, ale według mnie to żaden problem. Nie da się tego sprawdzić, ale sądzę, że język polski mógłby zaszkodzić materiałowi wrocławiaków. Dobra płyta, panowie umieją grać, wokalista potrafi śpiewać, a ja wierzę w szczerość ich intencji. Jednak, paradoksalnie, „Lunapar” odbieram raczej jako profesjonalny niż porywający. Album, który polecam, ale nie wiem, czy do niego wrócę."
Marcin Wandzel (10fuckingstars.wordpress.com)


"Lubię zaskoczenia. Lubię też płyty nieoczywiste. Pierwsze moje podejście do płyty Lunapar było zwyczajne. Ot nowy album kolegów z jednego podwórka. Przesłuchałem, ale jakoś krążek mnie nie porwał. Może to przez niemożność skupienia się na dźwiękach. Może po prostu nie ten dzień. Wróciłem do płyty tydzień później. Pozwoliłem sobie na komfort słuchania debiutu Lunapar na wyłączność. W słuchawkach, podążając za melodiami, harmoniami, rytmem. Tym razem "zażarło". Bez wątpienia jest to świetny album. Wymagający, ale na swój sposób przebojowy, melodyjny. Pozornie chaotyczny. Znakomicie brzmiący. Panowie doskonale wiedzą, co robią w tym zespole. Jeśli debiut jest na takim poziomie, ciekaw jestem co będzie dalej. Trzymam kciuki."
Grzegorz Sontowski ( Guantanamo Party Program, Lost Road )


"Miałem okazję obcować z muzyką Lunapar na żywo, już wtedy przypadli mi do gustu. Mogąc kontemplować ich twórczość w wersji studyjnej, w całej okazałości, muszę przyznać, że podobają mi się bardziej. A jest czego słuchać - riffy mają naprawdę ciekawe, bardzo podoba mi się harmonika charakterystyczna dla alternatywnej sceny lat 90. Fani post-hardcore'u, grunge'u, i alternatywnego rocka, formacji takich, jak Alice in Chains, Audioslave, Therapy?, Jawbox, Mad Season, Queens Of The Stone Age, Soundgarden, Seemless, Tool czy Candlebox na pewno się na nich nie zawiodą. Słyszę na ich albumie także melodykę kojarzącą się z cięższymi kawałkami Placebo, Hum, The Tea Party, indie rockiem czy drugą falą emo, np. Sunny Day Real Estate. Ogólnie bardzo przemyślany, klimatyczny i treściwy, potrafiący przyłoić cięższym riffem i zaczarować harmoniami, album. Czekam na kolejne ich dokonania oraz następne koncerty, z pewnością będę miał ten zespół na oku i obserwował jego dalszy rozwój"
Krzysiek Góral ( www.wsa.org.pl )


"Jakiś czas temu włączyłem Lunapar przypadkiem, nie licząc na wiele i ku mojemu zaskoczeniu zostałem.
No i tak sobie słucham od tamtej pory. Zaskakująco solidne i spójne granie. Zaskakujące - bo już dawno żaden z polskich rockowych bandów mnie nie urzekł.
Większość z nich to mało udane kopie mainstreamowych radio-friendly bandów pokroju QOTSA, Jack White, Muse itd. Względnie hipsterskie alternatywki, z "ououuu ouu ooo" w refrenach :), czy ewidentne poprockowe badziewia, o których nawet szkoda wspominać.
A tu nagle Lunapar! Na pierwszy rzut oka widoczne wpływy Alice In Chains, Incubusa, Deftones, Faith No More (tego z King For A Day) i paru innych, niemniej przefiltrowane i podane w świeży sposób. Skrzywdziłbym jednak Lunapar ograniczając ich muzykę tylko do porównań do powyższych bandów, bo wrocławianie tworzą coś absolutnie swojego.
Chodziło mi jedynie o ogólny kierunek, dla kogoś kto będzie to czytał przed posłuchaniem. Poza tym takich inspiracji to tylko pogratulować :)
Jak zawsze najwazniejsza jest kwestia wykonania i podania, a tu jest rewelacyjnie. Każdy numer jest inna bajką, proponuje coś nowego, zaskakuje, pozostając jednocześnie częścią płyty jako całości. Jednocześnie aranże nie są przeładowane, płyta ma energię i tworzy fajny świat. Trochę jak z dobrym filmem, który kończy się za szybko, a chciałoby się jeszcze tam chwilę zostać. Bardzo też spodobała mi się produkcja, gitary mięsiste, jest dż, dż :) Osobiście dałbym ciut więcej perkusji do przodu, ale to już kwestia gustu.
No i wokal - bardzo solidny, pewny siebie. I nie ma polskiego akcentu, jak wielu wannabe angielsko-śpiewaczy. Harmonie - pierwsza klasa! Umi i zaśpiewać, się wydrzeć, poharmonizować. Teksty też niegłupie.
Na koniec - trzeba się do czegoś przyczepić, to się przyczepię :) Płyta byłaby doskonała gdyby wywalić z niej 4 numer (Red River). Te shoegazowe zwrotki i plumkania na gitarach - aaarggghh. Niemniej pozostaje 10 innych numerów które miażdżą. Faworyci: High Time (potencjał na singiel), Voluptuous, Towards The Vortex, The Squall (ta Cantrellowska końcówka - cudo).
Generalnie kapela, która może i powinna być naszym towarem eksportowym, a w PL powinno być o nich zdecydowanie głośniej. Szkoda, że większość tzw. branżowych mediów w tym kraju (czytaj, 4 gazety i ze 3 stacje radiowe, na 38 mln ludzi, no czad) promuje starych tetryków, względnie podażających tym tetryczo-wapniackim tropem młodych wannabes. Tu mamy świadomy, kopiacy dupę band, któremu życzę żeby wyrwał się poza granice Polski. Więcej takich płyt poproszę!!!"
Łukasz "Mały" Krzywicki (gitarzysta zespołu UDA / www.udaonline.org)


"Posthardcore w wydaniu, jakie lubię: gęsty brzmieniowo, zaskakujący rytmicznie, a przy tym melodyjny. Grają we Wrocławiu – brzmią światowo."
Bartek Koziczyński (www.terazrock.pl/)


Profil facebook zespołu: LUNAPAR

Lunapar w składzie:
Kamil Ostapski - bass
Michał Wasilewski - drums
Paweł Wójcik - guitar
Tomek Cychol - guitar/vocal

Płytę zrealizowano 24 Grudnia 2014:
Engineered & recorded: Przemo Wejmann, Perlazza Studio/Poznań.
Mixed: Matt Bayles, Red Room Studio/Seattle.
Mastered: Alan Douches, West West Side Studio/New York.
Grafika: Paulina Czak.




Opublikowano zgodnie z kolejnością nadesłanych wypowiedzi.
opracowanie: [PI]