|
|
 |
| Artykuly > Recenzje imprez > OM Art Formation – podróż do… |
 |
OM Art Formation
Jazz Klub Rura
7 listopada 2008
Om jest jednostką oporu elektrycznego – rzekłby wychowany w kulturze Zachodu absolwent politechniki. Miłośnik Wschodu dałby zupełnie inną definicję. Dla niego bowiem „OM” to przede wszystkim mistyczna zgłoska w klasycznej jodze. Symbol głoski OM zrobił w dwudziestym wieku sporą karierę w zachodniej kulturze za sprawą ruchu New Age. Obok pacyfy, yin-yang oraz kółka i trójkąta (toaleta dla panów i pań) OM jest obecnie jednym z najpopularniejszych znaków graficznych. Charakterystyczny znaczek przypominający zadaszoną liczbę „30” pojawia się w wielu kontekstach i sytuacjach. W czwartek pojawił się jako element nazwy formacji występującej w Rurze.
Zdjęcia z OM Art Formation.
Wrocławski występ grupy Nicolaia Ivanova był jednym z sześciu w ramach pierwszej w Polsce trasy koncertowej OM. Koncert nie zgromadził olbrzymiej publiki. W szczytowym momencie w koncertowej sali klubu na Łaziennej było około 50 osób.
Twórczość OM Art Formation polega na kreowaniu nastroju i malowaniu lirycznych pejzaży. Nie przypadkiem formacja ma na koncie muzykę do kilkunastu filmów i paru spektakli teatralnych. Muzycy czerpią inspirację zarówno z jazzu, jak i z muzyki etnicznej. Grają na zróżnicowanym instrumentarium. W ich koncertowym zestawie podróżnym znajdują się zarówno instrumenty ze Wschodu, jak z ich rodzimej Bułgarii, czy „zwyczajna” gitara basowa.
Połączenie różnych tradycji dało przyjemną i lekko strawną mieszankę. Muzycy zabrali nas w podróż, której towarzyszyły zarówno sufickie melodie wygrywane w szaleńczym tempie przez perkusistę, radosne bułgarskie rytmy w nietypowym dla naszego ucha metrum na 11, jak i klasyczne czarowanie na czarno-białych klawiszach rodem z jazzowych klubów Zachodu.
Muzycy płynnie przechodzili od grania ładnych melodii do bardziej transowych form. Wszystko było poprawne, ładne i równe. A czasem nawet równiejsze. Mimo to pozostał pewien niedosyt. Koncert sprawiał wrażenie, jakby muzyków było stać na więcej. Jakby grali na pół gwizdka, tłumiąc energię i nie dając jej ujścia. Muzyka bujała – ale nie porywała. Brakło tego czegoś, co sprawia, że – dajmy na to – na koncercie Voo Voo nie da się usiedzieć. Nie sądzę, by muzycy byli onieśmieleni pierwszą wizytą w Polsce. Wszak gościli już w niejednym miejscu naszego globu - od Hiszpanii po Nepal, gdzie grupa wpisała się nawet do księgi rekordów Guinessa, koncertując na wysokości 5345 m. n.p.m.
Powtarzanie i kontemplacja głoski „OM” otwiera świadomości drogę do wewnętrznego i pierwotnego „ja”. Medytacja nad naturą „OM” pomaga przezwyciężyć rozpraszające świadomość przeszkody – takie jak m. in. choroba, otępienie, niezdecydowanie, błędne poznanie, pochopność, brak energii czy brak skupienia. Może nie udało się pokonać którejś z tych przeszkód. A może mi się wydawało. Ale i tak było sympatycznie.
Artur Żejmo |
 |
| |
|
|
|
|
 |