Każdy inny – wszyscy siedzą
„Muzyka przeciwko rasizmowi” - hasło, które łączy pokolenia młodych ludzi, którzy sprzeciwiają się nie tylko rasizmowi, ale wszelkim innym przejawom nierówności, czy niesprawiedliwości społecznej. Koncert po tym tytułem, organizowany przy współpracy ze stowarzyszeniem Nigdy Więcej powinien odbić się echem, pozostawić ślad, który dowodziłby, że Wrocław jest przeciwko rasizmowi. Echo jednak nie odpowiedziało... I pozostał tylko niesmak i rozczarowanie.
Była to nasza pierwsza wizyta w CK Agora. „Szklany dom” inkrustowany aluminium trochę przerażał swoim futurystycznym, nowobogackim wystrojem. Jednak nie przyszliśmy tu podziwiać cudów architektury... W „sali widowiskowej” panował klimat, jak na wszystkich punkowo-metalowych koncertach, które pamiętam z czasów liceum. Tylko, że ludzi jakby mniej... Pierwszy na scenę wyszedł punkowy zespół Dexter. Muzycznie wszystko było ok. Chłopaki grali porywający, skoczny, trochę zamerykanizowany punk. Lider również przypominał bardziej amerykańskiego wokalistę, niż wrocławskiego punkowca – cały czas przeżuwał gumę... Publiczność, jakby nie zauważyła, że zespół zaczął grać. Większość siedziała po kątach sali, popijając piwa i od niechcenia kiwając głowami w takt muzyki.
Następny w kolejce był zespół Sakra. Fenomenalna sekcja dęta i charyzmatyczny wokalista byli chyba jedyną atrakcją tego wieczoru. Udało im się przynajmniej wyrwać pod scenę młodszą część widowni.
MUZYKA PRZECIWKO RASIZMOWI: Sakra & Checkolada & Dexter
Wystąpić miały cztery zespoły. Najwyraźniej Uweampler postanowił zachować twarz i zrezygnował z występu. I tak na deser pozostała pretendująca do tytułu gwiazdy Checkolada... Absurd porównywalny z absurdem Letniego Chamskiego Podrywu, tylko z mniejszym pałerem. Teksty typu „Nie mam kasy na adidasy” w moim odczuciu dziwnie nie pasowały do klimatu imprezy. I choć check-check-checkoladowi muzycy parę razy rzucili ze sceny „Pamiętajcie, rasizm jest zły”, poczułam się oszukana...

fot. Michał Michałczak
Impreza pod tytułem „Muzyka przeciwko rasizmowi” pozostawiła po sobie zapach niewypału. Jej otwarta, niekomercyjna formuła mogła stanowić potencjał do zrobienia naprawdę dobrego eventu. Teraz trzeba się tylko zastanowić, czy zawiodła organizacja, czy wrocławskie środowiska artystyczne, czy może sama publiczność... Spodziewałam się sali pękającej w szwach, świetnej zabawy, wolnościowych tekstów i dużej, dużej dozy energii, która rozdmuchałaby iskrę buntu w słowach „Każdy inny – wszyscy równi”. Tymczasem zobaczyłam kółko wzajemnej adoracji i ludzi, którzy siedzą przy piwie na ziemi, kiedy w eterze gra skoczne ska... Brakowało tylko ogniska...
Dag von D. |