Pierwszy krok – czy raczej pierwszy obrót koła – w kierunku reaktywacji wrocławskiej masy krytycznej został dokonany. 31 sierpnia przy placu Bema spotkało się dwudziestu zwolenników przemierzania miasta na dwóch kółkach.
Czy dwadzieścia osób to mało, czy dużo – nie wiem. W Krakowie w tym wydarzeniu bierze zazwyczaj udział około dwustu osób, w stolicy jeszcze więcej. Trzeba jednak pamiętać, że to pierwsza wrocławska masa od 2005 roku i informacja o niej nie była jeszcze zbyt mocno rozpropagowana. Uczestnicy wydarzenia zapowiadają, że za miesiąc (28 września) znowu ruszą o 18 z placu Bema – i tak powinno już pozostać. Każdy ostatni piątek miesiąca, godzina 18.
Zasadniczym celem masy krytycznej jest zwrócenie uwagi na fakt, iż rowerzyści są równoprawnymi użytkownikami ruchu. Dlatego jadą głównymi ulicami miasta, zajmując zewnętrzny pas jezdni. Z reguły wybierane są trasy, gdzie nie ma ścieżek rowerowych. Wyznaczenie takiej trasy we Wrocławiu nie było problemem. Z Pl. Bema masa pojechała w kierunku Pl. Dominikańskiego i dalej: Eureka - ul. Piłsudskiego – pl. Jana Pawła II – św. Mikołaja – meta w Rynku.
Staraliśmy się przestrzegać przepisów i przeważnie sie udawało;) Zasadą, której powinni trzymać się uczestnicy masy jest nie przekraczanie przepisów kodeksu drogowego. Wiem, że nie każdy się z tym zgodzi, ale mam to gdzieś. Ja podpisuję się pod tym tekstem i będę się przy tym upierał. Dlatego masa zajmuje tylko jeden pas jezdni, co spowalnia ruch, ale zupełnie go nie blokuje. Rowerzyści nie wymuszają pierwszeństwa (chyba że takowe jej w konkretnym miejscu przysługuje z racji ogólnych przepisów). Stosują się do sygnalizacji świetlnej (choćby dlatego, że przejazd na czerwonym świetle jest wymuszeniem pierwszeństwa na pieszych, a pieszy na ulicy jest jeszcze bardziej bezbronny, niż rowerzysta).Chodzi o zostawienie śladu w świadomości mieszkańców, ale śladu pozytywnego. Chodzi o to, by mieszkańcy mieli ochotę przyjść w ostatni piątek miesiąca i przyłączyć się do akcji.
Uwielbiam jeździć rowerem. Transport to i zdrowy (chyba że jadę tuż za przedpotopowym autobusem wydzielającym z siebie kłęby psychoaktywnego dymu), i ekologiczny, i przyjemny. Codziennie śmigam swoją srebrną rakietą z Krzyków w kierunku centrum Wrocławia. Przez większość trasy jadę ścieżką rowerową. Jest po drodze kilka krawężników, przy których czasem wyrywa mi się brzydkie słowo. Widziałem ostatnio, jak w jednym z takich miejsc ostatnio przewróciła się starsza pani na składaku. Swój udział w masie krytycznej traktuję jako coś oczywistego. Oczywistym dla mnie jest też, że masa krytyczna nie jest jedynie imprezą dla młodych rowerzystów. Mam nadzieję, że przy następnych spotkaniach będzie nas więcej, że będą i starsi, i młodsi (tym razem chyba wszyscy uczestnicy mieli po 20-30 lat), że masa krytyczna będzie bardziej widoczna, bo o to przecież chodzi. Przypominam. Zbiórka na placu Bema w piątek, 28 września, o 18. Pewnie będzie już ciemno, więc weźmy światełka.
Arturro, 1 IX 2007
(azejmo@gmail.com) |