„Ładowanie baterii”
Każdy z nas według własnych kryteriów ocenia poziom udania konkretnej imprezy. Ja zawsze podchodzę do tego bardzo emocjonalnie. Dla mnie udana impreza musi zostawić wyrazisty ślad w pamięci, którego nie da się (przynajmniej przez jakiś czas) zatrzeć. Musi przekazać mi ogromny ładunek emocjonalny, pozwoli zachłysnąć się energią, której zapas wystarczy na najbliższy tydzień.

fot. Michał Michałczak
W przypadku undergroundowych wydarzeń kulturalnych najważniejszy jest klimat. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby hard-tekowe Mikołajki odbyły się w innym miejscu. Zimna, przemysłowa dzielnica Groble i mroczny smak pustostanów dawnego campingu przyprawiały o dreszczyk podniecenia. Sam charakter imprezy przypominał co nieco nielegalne spotkania w opuszczonych halach, gdzie rodziła się kultura rave'u.
Na rozgrzewkę dostaliśmy potężny zastrzyk jungle'owych bitów i reggeatonowych remixów, co powoli zaczęło bujać imprezą. Parkiet zapełnił się do granic możliwości przy ciężkich basach mistrzowskich remixów utworów m.in. Prodigy, Chemical Brothers, czy Coolio mieszanych na gramofonach. Zostaliśmy wprowadzeni w muzyczny trans, jakby rytm naszego ciała wyznaczany był przez rytm bitów z głośników.

fot. Michał Michałczak
Około północy, czyli już w Mikołajki, z prezentami wystąpili BillX oraz Imprevu z francuskiego projektu Teklicit Marsatek. Zaprezentowali bardzo wysoki poziom hardtekowych brzmień. Tworzona na żywo muzyka była uzależniająca i przez bite kilka godzin nie było się w stanie tak po prostu zejść z parkietu. Uzależniający byli też sami muzycy, którzy podgrzewali atmosferę utrzymując stały kontakt ze swoją publicznością. Otwarci, dowcipni, bawili się równie dobrze, jak my.
Atmosfera Wagenburga sprzyjała nowym kontaktom i zawiązywaniu się serdecznych stosunków z bardzo interesującymi ludźmi. Bez barier, bez konwenansów i bez uprzedzeń. Tak się składa, że w obecności tak marginalnej alter-kultury czuję się najlepiej... Underground sprzyja tworzeniu się trwałych wspólnot, w których nie ważne jest, co łączy jej członków, a co ich dzieli. Najważniejsze jest „tu i teraz”.

fot. Michał Michałczak
Poziom udania, czy nie udania imprezy mierzymy indywidualnie. Najlepszą i najbardziej obiektywną miarą jest przyprowadzić laika, który wcześniej nie miał do czynienia z undergroundem i hard tekami. Moja przyjaciółka, którą zaciągnęłam do Wagenburga miała największą frajdę. Dlatego obiektywnie mogę zaliczyć tę imprezę do bardzo udanych.
Foto: MAD SANTA PARTY – CZYLI HARDTEKOWE MIKOŁAJKI NA GROBLI
Co więcej, ja naładowałam swoje baterie i Hard-tekowych Mikołajek na Grobli długo nie zapomnę. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne wydarzenie na Campingu Ślęza.
Dag von D. |