3. marca 2010 do Alibi zawitała Armia - zespół który na polskiej scenie muzycznej istnieje już ponad 25 lat - od 1984r.

fot. Przemek Maciakiewicz
Ludzie dopisali. Nie było ich ani za mało, ani za dużo, w sam raz na możliwości takiego klubu jakim jest Alibi. Po pół-godzinnym opóźnieniu, podniosły się wrota, z których zespół przeszedł na scenę i po prostu zaczął grać.
Foto: Koncert Armii w klubie Alibii.
Na początku tylko kilka osób poddało się dźwiękom. Trzy osoby kołysały się do muzyki, reszta stała jak zahipnotyzowana (albo raczej, jak określił to wokalista - udawali, że tego koncertu tu nie ma). Było wolno, sentymentalnie, a z minuty na minutę co raz szybciej i jakby z większą siłą, co powodowało, że muzyka porywała co raz więcej osób, a na koniec rozkręciło się nawet całkiem niezłe, jak na ilość osób, pogo.

fot. Przemek Maciakiewicz
Pierwszy kontakt z publiką, wokalista Tomasz Budzyński nawiązał po godzinie (!), informując, że to już niestety ostatni kawałek, żeby po zapowiedzianym końcowym utworze bisować przez kolejną godzinę.
Zagrali sporo starych utworów, dobrze znanych fanom, ale i nie zabrakło paru nowych z płyty Freak wydanej w listopadzie zeszłego roku. Dwugodzinny koncert uważam za bardzo udany, mimo że było to moje pierwsze i mam nadzieję, nie ostatnie spotkanie z Armią.
Kasia Seredyńska |