Po raz pierwszy kawy od zapatystów spróbowali w Atenach. - To było dla nas odkrycie. Ten smak, a przede wszystkim etycznie lepsze pochodzenie. To była kawa od zwykłych rolników, a nie od światowych korporacji - opowiadają Aneta Jerska i Mariusz Sibila, założyciele pierwszego we Wrocławiu miejsca, gdzie można kupić towary ze znakiem "fair trade" i dowiedzieć się, na czym polega sprawiedliwy handel.
Łatwiej trafić do nich w internecie, gdzie mają stronę sprawiedliwy-handel.pl niż znaleźć ich siedzibę. Malutki pokoik ukryty na trzecim piętrze jednej z kamienic przy ul. św. Antoniego we Wrocławiu wypełniają regały z kawą z Kolumbii, Etiopii i przede wszystkim z meksykańskiego Chiapas. Są też paczki yerba mate z Brazylii, kakao z Boliwii, czekolada z ziarna kakaowego z Kostaryki, Ekwadoru, Ghany i przyprawy z różnych krajów świata.
Na ścianach wiszą zapatystowskie plakaty: indiańska kobieta z dzieckiem na plecach, olbrzymia kukurydza, której ziarna to zamaskowane głowy bojowników o równość społeczną, rewolucjonista meksykański Emiliano Zapata z transparentem "Ziemia i wolność" oraz fotografie meksykańskich Indian.
- Chcemy pobudzić ludzi do myślenia, obudzić w nich świadomość. Pokazać im, że najważniejsza nie jest niska cena, którą gwarantują wielkie koncerny, ale sprawiedliwość społeczna - mówi Sibila. - Lepiej kupić kawę wyprodukowaną przez spółdzielnię założoną przez rolników, niż przyczyniać się do ich wyzysku na plantacjach. Gwarantem, że kupujemy właśnie taką sprawiedliwą kawę, jest znaczek "fair trade".
Zapatystowskie ręce
Wrocławianie sprowadzają przede wszystkim meksykańską kawę, o której mówią: "zbierana zapatystowskimi rękami, rękami, które na obrzeżach kapitalistycznej dżungli budują nowy autonomiczny świat, możliwą utopię".
Dla niezorientowanych: zapatyści to spadkobiercy idei meksykańskiego rewolucjonisty Emiliano Zapaty, bohatera rewolucji z 1910-1917 roku walczącego o prawa chłopów do ziemi. Tworzą dziś oni prężny ruch społeczny w Ameryce Łacińskiej, w meksykańskim stanie Chiapas. To wprawdzie jeden z najbogatszych regionów Meksyku, ale zamieszkujący go Indianie cierpią olbrzymią nędzę. Żyją w wioskach bez elektryczności i wody pitnej, bez opieki lekarskiej. Większość z nich to analfabeci posługujący się wyłącznie swoimi dialektami, m.in. językami tsotsil, tzeltal, chol.
Dyskryminowani przez rząd meksykański zdecydowali się na powstanie w roku 1994 (zbiegło się ono z podpisaniem przez Meksyk traktatu o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi). Wtedy to powstała Narodowowyzwoleńcza Armia Zapaty (EZLN) ze słynnym zamaskowanym rzecznikiem wicekomendantem Marcosem. Bojownicy walczą z wyzyskiem najuboższych, dominującym i okrutnym kapitalizmem. Domagają się autonomii i poszanowania ich kulturalnej inności, nienarzucania im zachodnich norm.
Ich rewolucja trwa już 14 lat. W tym czasie mimo braku porozumienia z oficjalnym rządem Meksyku udało im się wiele osiągnąć. Sami wprowadzili autonomię, powołując w Chiapas stowarzyszenie kilkudziesięciu gmin autonomicznych. Tworzą programy autonomicznej edukacji, niezależne sklepy i szpitale. Rządzą się oddolnie, choć nie jest to łatwe, bo ich wioski narażone są na rządowe represje. Znakiem zapatystów stał się ślimak (caracól), który jest też nazwą struktur administracyjnych autonomicznych regionów, tzw. zgromadzeń dobrych rządów, obejmujący spiralą swojej skorupy całą wspólnotę ludzi niezgadzających się na wyzysk społeczny. Właśnie z Chiapas, ze spółdzielni zrzeszających drobnych plantatorów, pochodzi kawa oznaczona znaczkiem "fair trade".
- Na razie nie kupujemy kawy bezpośrednio od nich - tłumaczy Aneta Jerska. - Oni sprzedają surowy towar na kontenery. Nie bylibyśmy w stanie magazynować kawy, palić jej i pakować, dlatego sprowadzamy ją z Cafe Libertad, pośrednika z Hamburga. Nasza działalność ma przede wszystkim wymiar społecznościowy, a nie handlowy.
Rzeczywiście, oferowane przez wrocławian towary nie mają niebotycznych cen. Półkilogramowe opakowanie ziarnistej kawy Espresso Durito Rebeldia z zapatystowskiej spółdzielni Yochin Tayel Kinal kosztuje 22 zł.
- Nie zarabiamy na tym. Prowadzę zupełnie inną działalność gospodarczą - mówi Sibila.
"Fair trade", czyli sprawiedliwy handel
- Myślimy pod prąd. Nie zgadzamy się z wizją neoliberalnego handlu, gdzie kosztem najuboższych bogacą się koncerny - mówi Jerska. - Sprowokował nas wybuch wojny w Iraku w 2003 roku i pierwsza wrocławska manifestacja przeciwko niej. Zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, co się dzieje na świecie. Potem był Europejski Szczyt Gospodarczy w 2004 roku, podczas którego manifestantów brano za największe zło.

Sibila i Jerska niedawno skończyli studia na Uniwersytecie Wrocławskim i - jak mówią - są społecznie zaangażowani. Biorą udział w manifestacjach przeciw globalizacji, publikują w alternatywnych pismach, jak "Recykling idei". Starają się też rozpropagować zasadę "fair trade". Uczestniczą w ekojarmarkach, byli na Przystanku Woodstock. Założyli właśnie Fundację na rzecz Edukacji Obywatelskiej. Są współorganizatorami trwającego we Wrocławiu Festiwalu Fair Trade, który ma m.in. wyjaśnić wrocławianom, na czym polega sprawiedliwa ideologia.
- Kupując produkty ze znaczkiem "fair trade", mamy pewność, że pieniądze, które wydamy, trafią do potrzebujących - zaznacza Sibila. - Gdyby ktoś się uparł i postanowił to zweryfikować, to nic nie stoi na przeszkodzie. Może pojechać do wymienionej na etykiecie kawy czy herbaty spółdzielni w Tanzanii lub Etiopii i zobaczyć na własne oczy rolników - śmieje się. - "Fair trade" to także znak, że przy produkcji nie wyzyskuje się ludzi, że zapewnia się im godziwe warunki pracy i płacy. Zwykle do rolników trafia zaledwie pół procent zysku wielkich korporacji, produkty "fair trade" zapewniają im zysk wysokości ponad 60 proc. To kolosalna różnica!
Fair Trade to ruch, w który zaangażowani są konsumenci, organizacje pozarządowe, a także handlowcy i producenci z krajów Trzeciego Świata. Jest zaprzeczeniem idei wolnego handlu, alternatywną siecią handlową służącą rozwojowi najbiedniejszych krajów, a nie osiągnięciu zysków za wszelką cenę. W 1990 roku powstało EFTA - European Fair Trade Association, które skupia importerów sprawiedliwego handlu na naszym kontynencie.
Właśnie o tych zagadnieniach będą dyskutować uczestnicy festiwalu. W czwartek w klubie i księgarni Złe Wychowanie przy pl. Kościuszki będzie mowa m.in. o tym, skąd się bierze Trzeci Świat, będzie też o romansie "fair trade" z kapitalizmem. W piątek przewidziana jest projekcja filmu "Śmierć człowieka pracy", dokumentu przedstawiającego ekstremalne warunki pracy, m.in. rzeźników w Nigerii i górników na Ukrainie.
Oliwa, wyraz solidarności
- Palestyńczykom jest bardzo trudno cokolwiek wyeksportować. Sprzedaż palestyńskiej oliwy to nasz wyraz solidarności z nimi - mówi Jerska.
Wyjaśnia, jak oliwa z oliwek tłoczona na zimno trafia w świat: - Oliwę od drobnych producentów kupuje organizacja Palestinian Agricultural Relief Commitees, a w eksporcie pomaga Międzynarodowa Służba Kobiet. To rodzaj pomocy pokojowej, której udzielają ludzie z całego świata palestyńskim rolnikom. Kobiety jadą tam i stają się żywymi tarczami chroniącymi ich przed izraelskim wojskiem.
Sprawiedliwy-handel.pl nie jest typowym sklepem internetowym. Na stronie znajdziemy publicystyczne artykuły na temat sytuacji krajów Trzeciego Świata, globalizacji, zagrożeń, jakie niesie żywność genetycznie mutowana. Są tu opinie tak znanego językoznawcy i eksperta od zagadnień społeczno-politycznych jak Noam Chomsky, a także lista (z opisami) wszystkich organizacji i spółdzielni rolniczych, z których pochodzą oferowane towary.
- "Fair trade" dotyczy nie tylko krajów rozwijających się. Te zasady można też wprowadzać w Polsce, wśród naszych lokalnych drobnych producentów - zaznacza Sibila. Oni też walczą z nieuczciwymi pośrednikami, zmuszani są przez duże sieci handlowe do obniżania cen poniżej kosztów produkcji. Wierzę, że uświadomimy ludziom, że nie tylko liczy się cena towaru, ale też, czy kupując go, nie przyczyniamy się do czyjegoś cierpienia.
źrodło: gazeta.pl |