Artykuly > Wydawnictwa muzyczne > Entropia - Ufonaut (recenzja płyty)



Bycie melomanem w czasach zmierzchu starego (przedinternetowego) modelu funkcjonowania rynku muzycznego ma tę zaletę, że coraz trudniej wskazać jakąś jedną konkretną modę czy trend za którym podążaliby twórcy i to zarówno ci z mainstreamu jak i z podziemia. W tym kontekście łatka "post - " (tu można wstawić rock/metal/punk a nawet pop, według uznania) rzeczywiście może znaleźć uzasadnienie i nawet pomimo ometkowania czyjejś sztuki w ten sposób trudno mówić o jakimś z góry zdefiniowanym brzmieniu. Wręcz przeciwnie - mi przy słuchaniu najnowszego krążka Entropii - Ufonaut towarzyszyło wręcz uczucie obcowania z totalną wolnością artystyczną i wrażeniem, że twórcy podążają za instynktem

Wybaczcie przydługi wstęp ale odczuć przy słuchaniu tej płyty nie da się opisać w paru słowach. Zacznijmy jednak od początku...

Entropia sieje spustoszenie na polskiej scenie podziemnej od ładnych paru lat a konkretnie od czasu gdy dostaliśmy interesującą EPkę pod tytułem Chimera. Od tego momentu zespół pnie się systematycznie do góry nagrywając coraz ciekawsze albumy, niespecjalnie przejmując się tym co dzieje się dookoła niego. Sam miałem okazję zobaczyć oleśnicką załogę na kilku koncertach w 2013 roku. Pamiętam, że materiał z debiutanckiej płyty Vesper zarówno studyjnie jak i na scenie brzmiał bardzo obiecująco. Z ciekawością czekałem na następną propozycję muzyków. No i 15 lutego 2016 roku światło dzienne ujrzało najnowsze dokonanie zespołu - Ufonaut.

Słuchając całego albumu ma się wrażenie udziału w podróży po sferach własnej jaźni i balansowania między snem a jawą. Płyta nie mieści się w zwykłych kategoriach i opisach. Zdecydowanie mocniej oddziałuje na podświadomość słuchacza niż poddaje się chłodnej analizie. Dobra - wbrew temu co napisałem wyżej nie da się jednak zaprzeczyć, że mamy do czynienia z metalem. I to z ekstremalnym metalem. Połamane rytmy, podwójna stopa, szatkujące riffy i skrzekliwe wokale to patenty charakterystyczne dla black metalu. I to właśnie black metal jest podstawowym budulcem piosenek z Ufonaut. Żeby jednak nie było tak łatwo ten budulec w rękach Entropii bardziej przypomina plastelinę - kwintet robi z tym gatunkiem muzycznym co mu się żywnie podoba i rozciąga go w zupełnie różnych kierunkach (podobne wrażenie odniosłem przy słuchaniu popularnej ostatnio debiutanckiej płyty zespołu Batushka).

Podczas słuchania płyty niejeden fan grupy dojdzie do wniosku, że zespół na Ufonaut dość radykalnie zmienił brzmienie. Pamiętacie ambientowe gitarowe pasaże budujące melancholijny nastrój w Limits z Chimery albo tytułowy kawałek z Vesper? Na Ufonaut ślady takiej muzyki możemy znaleźć tylko w kończącym przestrzennym Veritas (które i tak jest okraszone ołowianymi riffami z gęstą grą na perkusji). Najnowsze dzieło charakteryzuje zgiełk, szybkość i szeroko pojęta czadowość grania. Właściwie już od pierwszych sekund otwierającego kawałka Fractal grupa bez pardonu wykłada na stół swoje najmocniejsze karty. Oczywiście ostrego grania nie brakowało na poprzednich płytach ale jednak mam wrażenie, że dopiero tutaj psychodeliczno-metalowa karawana rusza z kopyta i demoluje wszystko co napotka na swojej drodze.

Dalej jest jeszcze lepiej. W tytułowym Ufonaut zgiełkliwym gitarom towarzyszą orzeźwiające klawisze a wszystko to podane w piekielnie szybkim tempie, którego nie powstydziłyby się kapele speed-metalowe. Nie inaczej jest w zapierającym dech w piersiach pokotłowanym Apogeum. Natomiast w bardziej wyważonej Mandali dźwięki towarzyszące brutalnej sekcji rytmicznej przypominają sitar przez co ma się wrażenie jakbyśmy słuchali Emperor na kwasie. Mi najbardziej jednak podoba się rzeźnicko-orietalizująca Samsara a w szczególności oparty na synkopach epicki motyw z drugiej minuty.

Jeśli chodzi o teksty to tutaj mamy jeszcze więcej psychodelii niż w muzyce. Ogólnie treść tekstowa Ufonaut obraca się wokół doznań powstających w wyniku zażywania środków halucynogennych. Jeśli wgłębić się w szczegóły to można wychwycić wiele odniesień do przemyśleń amerykańskiego badacza Terence’a McKenna i jego teorii Stoned Ape. Dotyczy to nie tylko tekstów – nie przez przypadek na okładce widzimy kartonik z LSD na języku.

Bez względu na to jak bym głęboko analizował muzykę na Ufonaut to jednak uważam, że jest to ten rodzaj sztuki, który najmocniej oddziałuje na podświadomość. Oleśnicka grupa nagrała niesamowicie mocną płytę, która chwyta zarówno tych co na muzykę patrzą "szkiełkiem i okiem" jak i dla tych co wolą ją chłonąć poprzez zmysły. Trochę jak właśnie w Mandali - na kwadrat (symbolizujący to co widzimy i możemy doświadczyć samemu) nałożony jest okrąg - symbol kosmosu i tego co wykracza poza zwykłe ludzkie poznanie.

Krótko mówiąc, Ufonaut to uczta dla każdego fana ostrego ale i ambitnego grania, i chyba nikogo nie pozostawi obojętnym. Na koniec dodam jeszcze od siebie, że płyta CD ma bogatą oprawę graficzną dobrze wprowadzającą w klimat płyty natomiast warto rozejrzeć się też za wydaniem winylowym ze względu na ósmą piosenkę - Gentile, która w niczym nie ustępuje piosenkom z właściwego zestawu i stanowi genialne dopełnienie całości.


Maciej Baranowski

UFONAUT
Entropia
Arachophobia Records (2016)

Skład zespołu:
U – GUITARS, VOCALS AND DRIVE
L – DRUMS AND TEMPO
T – BASS, VOCALS AND DEPTH
R – SYNTH AND COLOUR
A – GUITARS AND TONE

Tracklista:
1. Fractal
2. Samsara
3. Ufonaut
4. Apogeum
5. Mandala
6. Paradox
7. Veritas

8. Gentile* (piosenka zawarta w wersji winylowej płyty)