Start Patronat Kapele Galeria Linki Kontakt    
szukaj:

Masa Krytyczna Wrocław
Menu główne
Strona Główna
Redakcja
Współpraca
Działaj z nami
Idea działania
Patronat
Bannery
Linki
Kontakt
WSA
Galeria
Artykuły
Polecamy miejsca
Konkursy
Kapele
Inicjatywy
Altergodzina
Food Not Bombs
Kuchnia społeczna
Sprawiedliwy Handel
Bazar Ekologiczny - Krótka Droga
Klub Dyskusyjny (video)
Przekręt TV
Kino CRK
Przekręt TV
Globale
Masa Krytyczna
Rowerownia CRK
Kurierzy Rowerowi
Wrocławska Inicjatywa Rowerowa
Stowarzyszenie Akcja Lokatorska
Feministyczna Akcja Krytyczna
TZMPolska - Ruch Zeitgeist
Greenpeace
Stowarzyszenie "Kejos"
Odzyskać Edukację
Krytyka Polityczna
Dziad Giełda
Związek Syndykalistów Polskich
Interdyscyplinarna Grupa Gender Studies
Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami
Sitodruk
Recykling Idei
Radio Sitka
CRK
Amnesty International
16 Dni
Artykuły
Akcje/Demonstracje
Miasto
Recenzje imprez
Wywiady / Zespoły
Newsy
Koncerty
Imprezy klubowe
Kino
Sztuka
Akcje/Demonstracje
Miasto
Wydawnictwa muzyczne
Newsletter

 
 Format HTML?
 Format TXT?
Artykuly > Recenzje imprez > Atari Teenage Riot - anarchistyczny digital hardcore w Firleju
Mam taki obrazek w głowie. Berlin. Młodzi ludzie na ulicy, wielki tłum w ekstazie, krzyczą, tańczą. W środku tego tłumu autobus, na dachu autobusu trójka ludzi krzyczy o buncie, o walce z władzą. Z głośników leci muzyka: techno? Hardcore? Anarchistyczny digital hardcore! Nagle uzbrojona policja zbiega się ze wszystkich stron. Próbują przerwać tą imprezę, ale ludzie stawiają opór. Wywiązuje się walka, wręcz regularna bitwa. Wszystko wymyka się spod kontroli. To nielegalny koncert Atari Teenage Riot w 1999 na ulicach Berlina. Czy mając w głowie taką wizję legendy niemieckich wizjonerów muzycznego buntu lat 90-tych można się nie rozczarować? Okazuje się, że można.


fot. Kamil Downarowicz

W 2010 r. grupa reaktywowała się, rozpoczynając trasę w składzie: Alec Empire, Nic Endo oraz MC CX Kidtronik. Ten ostatni zastąpił Carla Cracka, zmarłego z (nomen omen) przedawkowania narkotyków. Cudownym przypadkiem – bo, jak mówi w jednym z ostatnich wywiadów Alec Empire, nie mieli tego wcześniej w planach – podstanowili odwiedzić i Polskę. Zanim trafili do Firleja, dzień wcześniej zahaczyli również o Warszawę. W rozmowie z portalem AlterNation na świeżo po warszawskim koncercie Alec mówił, że wspomina stołeczną publiczność bardzo pozytywnie: ludzie są szczerzy, otwarci i żywiołowo reagującą na dźwięki, są nieskrępowani tym, co jest modne i tym jak powinni się zachowywać, czy do czego tańczyć. Ok, ciekawe co powie o Wrocławiu?

Na scenie pierwsi jednak pojawili się Junkie Punks, czyli ekipa z Krakowa określająca się jako "Sex Pistols za deckami" i szufladkując swoją muzykę jako brutal house – cokolwiek to znaczy. Są kolektywem, który organizuje również imprezy electro, promuje innych artystów. W Firleju zagrali we trójkę, bez ceregieli zaczynając od ostrego hardcore'u, przez breakcore'owe zgrzyty, kończąc na czymś, co można okrasić terminem bezceremonialnego oldskulowego techno. W najlepszych momentach pojawiały się ciężkie mroczne tłuste bity, trochę gitary, robiło się naprawdę gęsto. Z nutką napięcia, którego jednak nie udało się utrzymać do końca. Miałam wrażenie jakby w połowie występu po prostu się znudzili. Ludzie pod sceną wydawali się być nimi dosyć ponieceni, jednak za chwilę miał pojawić się ktoś, kto przebije ich o głowę...

Wysokie, błyszczące buty, zrobione chyba z kawałków potłuczonego lustra, czarne obcisłe połyskliwe legginsy, czarny podkoszulek, siatkowe rękawiczki, czarna wełniana czapka na głowie, gwizdek na szyi. I czerwone fosforyzujące barwy wojenne na twarzy. Kolega, z intencjami bardziej chyba życzliwymi niż złośliwymi, skwitował go "taki zabawny murzynek". Ten zabawny murzynek to Rowdy Superstar – Londyńczyk, nonkonformista, którego trudno wsadzić do jakiejkolwiek szufladki. Ponoć to psychodeliczny pop. Ponoć do jego inspiracji należą Prince, David Bowie czy M.I.A. Na żywo zobaczyliśmy na pewno nieźle zakręcone show, z jeszcze bardziej zakręconą elektroniką, zupełnie szalonym mixem lekkich rapowanek, i zabawnych dźwięków, idealnie nadających się do bujania. Kawałki "Get Ur Shizzit Riiiiit", "Tick Tock" to okazja to wygibasów dla Rowdiego i jego koleżanki D.I., która – mimo niepozornej postury – odstawiła niesamowity show. Ruchy rodem z lat 80-tych, oboje bardzo zmysłowi. Bity momentami ciężkie, cholernie seksowne. Jakiś facet z widowni krzyczy do Rowdiego: "You're hot"! Rowdy jakby się zawstydza, chwali koleżankę – patrzcie jak ta kobieta się rusza! Ok, jesteśmy rozpaleni. Rowdy po koncercie pisze na swoim blogu: "Kocham Polska". Polska też "loves Rowdy"!

Zanim pojawią się gwiazdy wieczoru, minie dłuższa chwila. Scena gotowa, czekamy już chyba z pół godziny, wydaje mi się, że słyszę jakieś gwizdy. Konsole (?) ustawione, publiczność krzyczy. Alec Empire ukradkiem wkrada się na scenę i odpala ciężkie monotonne techno. Macha do publiczności i wraca do cienia. Budują napięcie, udaje im się. Gdy wbiegają na scenę, odpalają stroboskopy i już nic nie widać – aparaty odpadają, ludzie wrzeszczą, tańczą, skaczą, co za szaleństwo! Zalewa nas brutalne światło i ściana agresywnego dźwięku. "Activate!" Słyszymy głównie stare kawałki, ale kto tu w ogóle mówi o kawałkach? Jest tylko Atari Teenage Riot i "it's a fucking war"! "Into the Death", "Sick to Death"... śmierc, zniszczenie, krwawa miazga! Nie poddamy się, będziemy walczyć z systemem! Hanin Elias, wyrazista i chyba najgłośniejsza z całej trójki, wije się i krzyczy co sił: "Are you ready to testify"? To kawałek "Black Flags" z najnowszego, wyczekiwanego krążka "Is This Hyperreal?". Śpiewają (krzyczą!) o krwiożerczych rządach, bankach, władzy korporacji: to oni są prawdziwymi przestępcami, których trzeba ścigać!. Prawo jest po to, żeby kontrolować zwykłych obywateli, którzy się z nim nie zgadzają! Trwa walka klas i to bogaci mają przewagę! Niszczą wszystkich, którzy zagrażają ich władzy! ATR solidaryzują się z Anonymous, grupą hakerów atakujących światowe giełdy, banki czy Pentagon. Krzyczą: "Zróbcie hałas dla Wall Street!".

Agresywne techno-bity, strobo, hałas, zniszczenie, "Blood in My Eyes", wszędzie tyle krwi, śmierć, anarchia... Eurforia! Ta trójka rozniosła firlejową salę – światło zniekształciło rzeczywistość. Wszystko dookoła zamieniło się w czystą ekstazę, rzeczywistość przykryła ściana dźwięku. Alec popłynął na rękach publiczności, ludzie chcieli go chłonąć, chcieli go poczuć. Nie ważne w tym momencie staje się, że większość nowego materiału to przerobiona wersja płyty "60 Seconds Wipe Out". To czysta euforia, doświadczenie nie do powtórzenia w innych warunkach, psychodeliczne, intensywne, niemal ostateczne - trzeba go dotknąć. Byc może gdybyśmy zostali otoczeni przez kordon policji, która chciałaby przerwać tą imprezę, zareagowalibyśmy jak ludzie na ulicach Berlina w 1999. Rzucilibyśmy się na nich, zniszczylibyśmy system. Nie wiem jak reszta, ale ja byłabym zdolna do wszystkiego.

Anna Luchowska

© 2012 Wrocławska Sekcja Alternatywna. - wrocław, koncert, imprezy, zespoły. Wrocławski portal sceny alternatywnej - punk, ska, rock, reggae, metal.

powered by jPORTAL 2