Start Patronat Kapele Galeria Linki Kontakt    
szukaj:

INSIDE:BUNKER Act I - Operation Mindf**k [Wagon Club]
Menu główne
Strona Główna
Redakcja
Współpraca
Działaj z nami
Idea działania
Patronat
Bannery
Linki
Kontakt
WSA
Galeria
Artykuły
Polecamy miejsca
Konkursy
Kapele
Inicjatywy
Food Not Boombs
Sprawiedliwy Handel
Baza Ekologiczny - Krótka Droga
Klub Dyskusyjny (video)
Kino CRK
Kino Podskórnych Rozdroży
Masa Krytyczna
Wrocławska Inicjatywa Rowerowa
Greenpeace
Stowarzyszenie "Kejos"
Kuriery Rowerowi
Odzyskać Edukację
Krytyka Polityczna
Samorządny Wrocław
Dziad Giełda
Wielka Wymiana Ubrań, Butów i Wszelkich Dodatków
Altergodzina
Związek Syndykalistów Polskich
Czad Giełda
Interdyscyplinarna Grupa Gender Studies
Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami
Sitodruk
Recykling Idei
Radio Sitka
Wrofilm
Viva Palestyna
Komitet Wolny Kaukaz
CRK
Amnesty International
16 Dni
KPiORP
ATTAC
Artykuły
Akcje/Demonstracje
Miasto
Recenzje imprez
Wywiady / Zespoły
Najnowsza galeria
Legendy Rocka w XXX rocznicę Solidarności
Legendy Rocka w XXX rocznicę Solidarności
Rathayatra - Festiwal wozów 2010
Rathayatra - Festiwal wozów 2010
Reggae Dub Festival 2010 - New Way!
Reggae Dub Festival 2010 - New Way!
Living Colour
Living Colour
Ostatnie artykuły
Elektroniczny mrok - James Plotkin i Mick Harris na Avant Art Festival!
Sepultura w Alibi
Living Colour w Alibi
Powrót Zomo we Wrocławiu
end.user + X&trick
Dyse i Gerda Blank w Firleju
Asymmetry Festival 2010
“Zanim przeklną nas dzieci” w ramach Akademii Filmu Dokumentalnego “MovieWro”
Newsy
Koncerty
Imprezy klubowe
Kino
Sztuka
Akcje/Demonstracje
Miasto
Wydawnictwa muzyczne
Newsletter

 
 Format HTML?
 Format TXT?
Artykuly > Recenzje imprez > Asymmetry Festival 2010
Dla wielbicieli nowoczesnych form rocka, metalu, oraz nieszablonowej elektroniki, Wrocław pod koniec kwietnia stał się przysłowiową mekką. Czterodniowa impreza, odbywająca się w Ośrodku Działań Artystycznych „Firlej”, stanowiła idealny pretekst do zapoznania się z nowatorskimi formami muzycznymi, serwowanymi przez czołowych światowych artystów z tego właśnie kręgu. Wbrew pozorom nie był to festiwal skierowany tylko do wąskiej grupy osób, lubujących się w dziwacznej muzyce, o czym świadczyła jego otwarta formuła, gdzie każdy niemal dźwięk miał prawo zaistnieć. Tutaj liczyła się bezkompromisowość, wyrażająca się w artystycznej odwadze, postawieniu na eksperyment i nietypowym podejściu do wykonywanego rzemiosła.


fot. Wojciech Kostoglu

Druga odsłona Asymmetry przyciągnęła do siebie większe grono odbiorców, niż przed rokiem. Ciężko stwierdzić z jakiego powodu. Bilety były w zasadzie w takich samych (dość wysokich) cenach, koncerty trwały, podobnie jak w 2009 roku cztery dni. Może nie było dzikich tłumów, ale frekwencja doprawdy dopisała. Cieszy fakt, że pojawiło się sporo zagraniczniaków. Pośród publiczności, można było usłyszeć czeskie, niemieckie czy skandynawskie akcenty. Dodawało to festiwalowi dodatkowego smaczku oraz pewnej renomy. Klimat był przez to fajniejszy, czuło się, że rzeczywiście uczestniczy się w wyjątkowej, ważnej imprezie. Z tego, co udało mi się zauważyć, ludzie bardzo chętnie nawiązywali nowe kontakty, częstowali się piwem, żartowali, dyskutowali. Atmosfera była naprawdę w porządku. Ale najważniejsza była oczywiście muzyka, która zebrała nas wszystkich w tych wyjątkowych wiosennych dniach, w jednym miejscu.

Foto:
dzień 1 | dzień 2 | dzień 3 | dzień 4

DZIEŃ PIERWSZY: takiego spokojnego początku festiwalu, chyba nikt się nie spodziewał. The Mount Fuji Doomjazz Corporation, mistrzowie mrocznych, elektronicznych kompozycji, przedstawili swoją autorską wersję soundtracku do filmu Davida Lyncha „Człowiek Słoń”. Zagrali bardzo stonowany, nastrojowy set, balansujący na granicy, czegoś, co bym nazwał smyczkowym post-rockiem. Publiczność rozsiadła się wygodnie na podłodze i wsłuchiwała się w dźwięki dobiegające ze sceny. Projekcja „Człowieka Słonia” wypaliła średnio, muzyka jakoś nie kleiła się z obrazem. Dużo przyjemniej było po prostu zamknąć oczy i rozkoszować się smutnymi nutami Holendrów. Mocniejsze uderzenie nastąpiło dopiero, kiedy na deskach Firleja pojawiło się włoskie Zu. Teraz mogli znaleźć coś dla siebie fani eksperymentalnego free jazzu. Jego odjechana odmiana, zawierająca elementy punka i noisu, to właśnie domena Zu, kapeli na stałe związanej i współpracującej z Mikiem Pattonem oraz wytwórnią Ipecac. Ich występ zrobił na mnie duże wrażenie. Zwłaszcza „pojedynki” basisty Massimo Pupillo oraz saksofonisty Jacopo Battagli. Stali oni blisko siebie, patrząc sobie głęboko w oczy, wygrywając ze swoich instrumentów, najdziksze i najbardziej połamane rytmy, jakie tylko mogą Wam przyjść do głowy. Po ich koncercie, przyszła kolejna zmiana klimatu i do głosu doszli dwaj panowie w dredach, prezentujący zabójczą, elektroniczną mieszankę spod znaku jungle, breakcore, czy reggae. Mowa o Drumcorps oraz o holenderskim Dj-u; Bong-Ra. Obaj znani z ekstremalnie żywiołowych występów pobudzili do życia i tańca największych ponuraków zgromadzonych we wrocławskim klubie! Miło się spoglądało na skaczący, rozbujany tłum przed sceną. Idealne zakończenie pierwszego dnia Asymmetry.


fot. Wojciech Kostoglu

DZIEŃ DRUGI: zaczął się od nieoczekiwanej informacji, dotyczącej zespołu Khuda. Chłopaki utknęli gdzieś w drodze i nie zdołali przyjechać do Wrocławia. Jeden zespół mniej…jakoś niespecjalnie się tym zmartwiłem. Tym bardziej, że ogromną niecierpliwością oczekiwałem gwiazdy dnia, czyli amerykańskiego składu z Kylesy. Zanim jednak urocza Laura Pleasants i spółka pokazali się na scenie, trzeba było trochę jeszcze poczekać. No właśnie, Dark Castle nie spodobali mi się wcale. Nawet sympatyczna pani z gitarą, która zdzierała niemiłosiernie gardło, nie zdołała mnie do siebie przekonać. Ich set był jakiś taki toporny, bezbarwny i…nudny. Sytuacja powtórzyła się z Altar Of Plagues. Niektórzy chyba zapominają, że nie wystarczy sam ciężar czy tworzenie delikatnych melodii by zwrócić na siebie uwagę. Chodzi o to, że poruszając się po pewnych muzycznych terenach, trzeba udeptać swoją własną ścieżkę. A nie bezmyślnie podążać śladami innych. Trzeba pokazać siebie. Taką właśnie umiejętność posiadają Year Of No Light czy Secret Chiefs 3. Ci pierwsi pokazali jak wzorowo i oryginalnie da się łączyć ze sobą post-rock i sludge. Drudzy, że będąc nie do końca poważnym, można tworzyć rzeczy wielkie. Surf rock zmieszany z metalem, elektroniką, skocznymi melodiami to dla Secret Chiefs 3 chleb powszedni. Do tego ta stylistyka, wszyscy przebrani za mnichów... naprawdę robiło to wielkie wrażenie. I do skakania i do tańczenia. Co kto woli. Idealnie nakręcili mnie na ostatnią tej nocy kapelę. O tak, czekałem na to bardzo, bardzo długo. W końcu pojawili się – Kylesa. Bez dwóch zdań, był to dla mnie najlepszy koncert całego festiwalu. Choć zaczęli niemrawo i wydawali się zmęczeni trasą, rozkręcili się do maksimum wraz z kolejnymi songami i po prostu roznieśli w proch cały Firlej! Takiej energii, żywiołowego ciężaru i czadu już dawno nie słyszałem na żywo. Oj działo, się działo. Przeważały oczywiście kawałki z najnowszej „Static Tension” ale nie zabrakło też kilku klasyków z „Running Red” czy „Hollow Severel” na czele. Przepiękne, niezapomniane chwile.


fot. Wojciech Kostoglu

DZIEŃ TRZECI: okazał się najsłabszym z całego festiwalu. Występujące składy można spokojnie wrzucić do jednego worka i podsumować ich występ dosłownie dwóch zdaniach. Kasan okazali się nudni do potęgi, Time To Burn pomimo swoistego ciężaru i mięsistych riffów, irytował mnie niepomiernie brakiem oryginalności. Każdy dźwięk dobiegający ze sceny rozpoznawałem w twórczości innych zespołów. Jednak prawdziwa trauma nadeszła wraz z Tessea. Anglicy, przyrównywani do Meshuggah, okazali się Linkin Park sludge metalu. Wokalista operujący dramatycznym, piskliwym „emo” wokalem, śpiewający do ciężkich, połamanych riffów? Eeee…nie? Dwie piosenki i nie było mnie na sali. Był to naprawdę dość wstrząsający widok. Poprzeczkę nieco wyżej podnieśli dopiero Black Shape Of Nexus. Zaserwowali publiczności miażdżące, doomowe ściany dźwięku. Ponownie niezbyt oryginalnie, ale porywająco. No i w końcu przyszedł czas na gwiazdę. Jesu. Co do tego koncertu, miałem olbrzymie wątpliwości. Jak taka liryczna, delikatna muzyka sprawdzi się na żywo? Czy będzie nudno? A może właśnie odwrotnie? Odpowiedź okazała się miłą niespodzianką. Justin Brodarick okazał się sludgowym bardem Asymmetry. Całkowicie odpadłem przy „Friends Are Evil” i zostałem w świecie Jesu już do samego końca. Można narzekać na pewne niedostatki, że Justin rzeczywiście słabo radzi sobie wokalnie, że jednak automat perkusyjny, to nie to samo, co żywy, spocony koleś nawalający w bębny, że może momentami robiło się zbyt melancholijnie i ckliwie. Ale co tam, ja to kupuję! Niestety nie starczyło mi sił, by spełnić życzenie Roberta Chmielewskiego, dyrektora Firleja, który zapowiedział niespodziankę, w postaci występu Final, kolejnego, tym razem, elektronicznego wcielenia Broadricka. Maksymalnie zmęczony i usatysfakcjonowany Jesu udałem się jednak na zasłużony spoczynek. Była 1:30 w nocy.


fot. Wojciech Kostoglu

DZIEŃ CZWARTY: niestety z przyczyn osobistych, nie zdołałem pojawić się w Firleju w niedzielę. Doszły mnie słuchy, że dali radę Esoteric i Mouth Of Architect. Reszta jakoś nie zachwyciła. Podsumowanie? Bardzo proszę. Tego roczne Asymmetry zapiszę się w mojej pamięci występami Kylesy, Year Of No Light, Secret Chiefs 3, Jesu i Bong Ra. Resztę zespołów pominę milczeniem. Była to na pewno udana impreza. Pytanie tylko, czy zdoła wytrzymać próbę czasu? Jeżeli za rok, dwa, trzy, cały czas mają grać zespoły podobne do siebie, jak dwie krople wody, to nie widzę przyszłości Asymmetry w różowych barwach. Potrzebne są zmiany. W tym roku już takowe nastąpiły, o czym świadczą występy Bong Ra czy Kylesy. Osobiście proponowałbym odejście od formuły sludgowo-doomowej i wypłynięcie na szerokie wody muzyki eksperymentalnej, czy bardziej prostego rocka, metalu i szeroko pojętej muzyki rockowej. Szczypta elektroniki także nie zaszkodzi. Czy tak się stanie? Mam nadzieję, że organizatorzy dojdą do podobnych wniosków, jak moja skromna osoba.

Kamil Downarowicz


Wrocław
» 13. Wrocławski Fest... (28.11) » Cristina Branco [Im... (26.10)
» Boban & Marko Marko... (13.09) » DEEP PURPLE [Hala S... (31.10)
» JEAN MICHEL JARRE     (14.11) » Tommy Emmanuel [Hal... (21.11)
» Yasmin Levy [Impart]  (27.10) » Nigel Kennedy Quint... (21.09)
» Boban & Marko Marko... (13.09) » A Storm of Light [F... (16.10)
» CHRIS BOTTI [Hala S... (11.10) » JOE COCKER [Hala St... (06.10)
» Devil Sold His Soul... (15.10) » Louis Winsberg & "L... (19.11)
» HURT & Hebbie Jebbi... (18.09) » G.B.H [Alibi]         (16.11)
więcej...
© 2010 Wrocławska Sekcja Alternatywna. - wrocław, koncert, imprezy, zespoły. Wrocławski portal sceny alternatywnej - punk, ska, rock, reggae, metal.

powered by jPORTAL 2